Jako wielbicielka romansów historycznych z wielką przyjemnością sięgnęłam po nowość od wydawnictwa Insignis.
W ostatnim czasie ponownie na rynku zaczęło pojawiać się dużo tytułów, gdzie akcja toczyła się w domniemanych czasach regencji. Zapewne jest to sprawka serii Bridgertonowie, która ostatnimi czasy bije rekordy popularności.
Essie jako dziecko została zaręczona z kimś, kogo spotkała tylko raz w życiu. Mija 10 lat, a dziewczyna nadal nie chce za niego wyjść. Marzy o aktorstwie a ślub i zostanie hrabiną nie znajdują się na jej liście marzeń.
Jest to jedna z lektur, którą czyta się niebywale szybko, przeczytanie książki zajęło mi raptem osiem godzin. „Jak stracić hrabiego w dziesięć tygodni” to zdecydowanie książka dla kogoś, kto szuka czegoś lekkiego i niewymagającego zbytniego skupienia. Akcja toczy się dość szybko, przez co czytelnik nie ma chwili na nudę. Oczywiście, nie zabraknie typowych dla tego gatunku scen miłosnych, jednak nie są one tak usilnie wciskane jak w wielu współczesnych romansach. Znajdziemy tutaj również wątki odnoszące się do rodzinnych konfliktów, pragnień by za wszelką cenę podnieść swoją pozycję wśród socjety czy skandali, oraz pełnych humoru scen między dwójką głównych bohaterów.
Jeśli szukasz lekkiej książki na jesienne wieczory przy lampce wina to gorąco polecam.