Przeczytałam ostatnie zdanie Wejara i… już tęsknię. Nie spodziewałam się, że ta historia tak bardzo mnie wciągnie. Liczyłam, że zostanie ze mną na dłużej, ale przeczytałam ją szybciej, niż planowałam. I choć to koniec tej książki, czuję, że historia Dobrawy wcale się nie kończy.
Drugi tom dylogii Złotej Tarczy to emocjonująca kontynuacja losów Dobrawy. Tempo akcji przyspiesza, a fabuła staje się jeszcze bardziej wciągająca. To już nie tylko przygoda, ale podróż przez zaufanie, zdradę i przeznaczenie, które nie daje Dobrawie spokoju — nawet kiedy wraca do domu.
Zaczynają nawiedzać ją dziwne sny, w których musi uratować Marzannę. Tylko… czy to naprawdę pomoc, czy może pułapka? Jako czytelniczka razem z nią próbuję odróżnić prawdę od iluzji. Monika pisze pięknie, ale prosto. Dzięki temu świat, który stworzyła — pełen słowiańskiej magii, dawnych wierzeń i tajemnic — naprawdę działa na wyobraźnię. Polubiłam też postacie drugoplanowe, które są dobrze napisane i wnoszą dużo do tej opowieści. Dziękuję za to, że pojawiło się więcej Boruty (#teamboruta) i bardziej “ludzkiego” Jaryło. Dobrawa nie jest już tylko dziewczyną szukającą swojego miejsca — staje się kobietą, która zaczyna kwestionować to, w co do tej pory wierzyła.
Dobrusia w tym tomie przechodzi ogromną metamorfozę — staje się bardziej odważna, waleczna, a jednocześnie pozostaje wierna swoim wartościom. Jako półbogini jest czymś zupełnie nowym nawet dla samych bogów. Widząc, ile cierpienia i bólu zaznała, naprawdę ją podziwiam.
Zakończenie Wejara daje do myślenia. Z jednej strony zamyka pewien etap, ale z drugiej — zostawia otwarte drzwi. Czuć, że Dobrawa jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa. To nie jest spokojne zakończenie, raczej nowe otwarcie — dojrzałe i pełne pytań bez jednoznacznych odpowiedzi. Nie ukrywam, że chciałabym więcej Jarka i Dobrusi, jestem ciekawa tego jak świat oswaja się z obecnością bogów, demonów, syren i nie tylko.
Dla mnie to książka, która zostaje w głowie na długo. Nie tylko przez fabułę, ale też przez emocje, które ze sobą niesie. Wejar to jedna z tych historii, do których się wraca.
Natomiast zapach stworzony przez @lesne.guslapozostanie ze mną na długo.