„Elżbieta Batory. Krwawa hrabina czy ofiara spisku Habsburgów?” Jarosława Molendy zaintrygowała mnie swoim tytułem. O Elżbiecie Batory słyszał każdy, kto kiedykolwiek interesował się tematyką wampirów, czy potężnych kobiecych figur historycznych. Czy jednak jej legenda jest prawdą czy kłamstwem? Czy autor odpowiada na pytanie, które zadał na okładce i zaspokaja ciekawość czytelnika? Niestety – nie. Opowieść o hrabinie Bathory Erzsebet obrosła tak niesamowitą legendą, że trudno uwierzyć, że ta historia mogła wydarzyć się naprawdę. Ponad 650 ofiar, kąpanie się w krwi dziewic, torturowanie i mordowanie zarówno chłopek jak i szlachcianek, magia i lesbijskie orgie. Opisywane tortury zdają się być nieprawdopodobnie okrutne, trudno uwierzyć, że hrabina po śmierci swojego męża w 5 lat zamordowałaby aż tyle dziewcząt. Autor w książce przytacza nam wszystkie możliwe legendy i doniesienia o Elżbiecie, przedstawia także założenia mające zaprzeczyć legendzie. Przez 280 stron (bo imponującej bibliografii nie liczę) męczyłam się niesamowicie, podobnie jak w „Sadystce z Auschwitz” tego samego autora, sporo stron można by po prostu wyciąć. Powtarzanie tych samych faktów kilkakrotnie, parafrazowanie zdań, właściwie dopiero pod koniec książki poznajemy argumentacje przemawiające za tym, że cała ta legenda może być nieprawdziwa i podane są ku temu powody. Jednak autor niczego nie dowodzi, nie odpowiada na zadane pytanie i tak naprawdę tyle samo wiem co przed lekturą. Jedyną ciekawostką dla kogoś obeznanego z tematem będzie dawna nazwa Bratysławy i może zwyczaje węgierskiej szlachty ale na tym koniec. Reszta jest większości ludzi znana, podobnie jak przytoczone na końcu dywagacje nad tym, kto chciał zaszkodzić Elżbiecie. W książce spotkamy też kilkustronicowy wywód na temat upuszczania krwi, nawiązanie do literatury gotyckiej i „Draculi” i wiele rzeczy, które mają zapełnić puste strony tam, gdzie materiał źródłowy o bohaterce się wyczerpał. Nie ukrywam, że jestem zwiedziona. Nie wykluczam, że osoby, które z legendą hrabiny zetkną się po raz pierwszy mogą być zafascynowane historią, jednakże autor podjął się trudnego zadania. Wziął na tapet postać-ikonę, o której powiedziano już wszystko (chyba, że magicznie wypłynie gdzieś plik dokumentów z 1610 roku lub dziennik spisany ręką samej hrabiny) i właściwie tylko sparafrazował to, co o niej wiadomo. Bo to, że historia nieładnie obchodziła się z silnymi kobietami to żadna nowość. Książka nie jest zła, jednak polecać ją mogę osobom, które wcześniej nie czytały nic na temat hrabiny.