Jeszcze jakiś czasu temu bałabym się sięgnąć po książkę w innym języku, zwłaszcza do recenzji, ze świadomością terminu z jakim się to wiąże. Jednak postanowiłam zaryzykować i tak oto w moje ręce trafiła książka „Dunbridge Academy”, której autorką jest Sarah Sprinz.
Emma udaje się na upragnioną roczną wymianę do elitarnej szkockiej szkoły z internatem w miejsce, gdzieś przed laty poznali się jej rodzice. Ma nadzieję, że znajdzie tu jakieś wskazówki na temat swojego ojca. Jednak pojawia się Henryk, którego nie uwzględniała w swoim planie.
Jest to kolejna genialna historia z gatunku Young Adult którą mogłam przeczytać, a chociaż szło mi to trochę długo, to cieszę się, że miałam okazję poznać tą historię zanim pojawiła się w polskim wydaniu. Moondrive twierdzi, że jest to książka idealna dla czytelników „Save me” ją dodatkowo dorzuciła bym tutaj serię „Wybrani”, która miała podobny klimat.
To co rzuciło mi się w oczy, to relacja Henry’ego, Emmy i Grace. Miałam wrażenie, że powstał taki chory trójkąt. Z jednej strony nie zakochałby się w Emmie gdyby byłoby mu dobrze z Grace, a z drugiej można było odnieść wrażenie, że Henry mimo wszystko nie potrafił zakończyć relacji z Grace i trzymał ją jak tzw. koło zapasowe, co moim zdaniem było bardzo niedojrzałe z jego strony.
Druga sprawa to kwestia ojca Emmy, którego temat miałam wrażenie, że autorka wyczerpała w połowie książki. Więc bez sensu było to podawać w opisie.
To co szczególnie przypadło mi do gustu to prosty język, jakim posługuje się autorka, dzięki czemu lektura mija niesłychanie przyjemnie. Ciekawym pomysłem również było umieszczenie fabuły w Szkocji i można było to odczuć podczas czytania, oraz klimat szkoły z internatem.
“Dunbridge Academy” to typowy slow burn romance, gdzie więź między głównymi bohaterami narasta bardzo powoli, co było miłą odskocznią.
Nie wiem jak będą wyglądać polskie wydania, ale to co szczególnie rzuciło mi się w oczy to pięknie barwione brzegi, mam nadzieję, że w naszych wydaniach również się pojawią. Dodajmy do tego genialna grafikę na okładce, co pokazuje nam, że nie zawsze muszą być gołe klaty, by przykuć uwagę czytelnika.
Zdaję sobie sprawę, że niektóre wątki mogłam sprzecznie zrozumieć, dlatego chętnie zapoznam się z polskim tłumaczeniem, porównam z tym jak ja odebrałam tę książkę. Nie mogę się doczekać kiedy przeczytam pozostałe części.