Polacy nie gęsi

Recenzja: Diana Gabaldon „Spisane własną krwią”

Gdy na mojej półce “do przeczytania” nareszcie zrobiło się miejsce na nowe książki to znak, że przygoda z lekturą serii „Obca” autorstwa Diany Gabaldon powoli zbliża się do końca. Ósmy tom i na razie przedostatni o tytule „Spisane własną krwią” ukazuje nam kolejne perypetie Jamiego i Claire oraz rodziny ich córki Brie, a także ich przyjaciół, klanu MacKenziech i wielu, wielu innych.

Perypetie w tej książce rozpoczynają się w dużej mierze tam, gdzie poprzednia się zakończyła. Jeżeli jesteście po lekturze „Kość z kości” to zapewne wiecie, a jeżeli nie to z góry przepraszam za spoiler, że Jamie zostaje uznany za zmarłego po katastrofie statku, na którym wraz ze swoją siostrą płyną z Wielkiej Brytanii do Stanów. Claire podejrzewana o zachowania o charakterze buntu zostaje zmuszona do ponownego zamążpójścia, by otrzymać ochronę lorda Johna Grey, który to sekretnie sam podkochiwał się w Jamiem w związku z jego homoseksualizmem. Nasz główny bohater jednakowoż przeżył wspomnianą katastrofę i gdy dowiaduje się o ślubie, wściekły wdaje się w bójkę z lordem Greyem, a na jaw wychodzą inne sekrety. Sekrety szokujące dla niektórych z bohaterów książki. W bitwie pod Mounmouth, gdzie Jamie dowodził ponad 300 żołnierzami, Claire zostaje ranna w trakcie opieki nad innym poszkodowanym żołnierzem. Jamie decyduje się wtedy na opuszczenie Armii Kontynentalnej i wraz z ukochaną udają się do Savannah, a później decydują na powrót na swoją farmę w Karolinie Północnej.

Jeremiah, syn Brianny i Rogera porwany przez znajomego z pracy Brianny, zostaje odnaleziony przez matkę w ich aktualnym czasie, a nie w przeszłości jak to zostało zasugerowane przez porywacza. Po tym jak Brie udaje się uratować syna ucieka ona do Ameryki, gdzie dowiaduje się, że zamiast w roku 1778 jej mąż i Buck znajdują się w 1739 i tam kontynuują poszukiwanie Jema. Córka Claire i Jamiego zabiera więc dzieci, odszukuje Rogera w przeszłości. Rodzina MacKenziech w komplecie postanawia osiedlić się w osiemnastym wieku wraz z dziadkami najmłodszego pokolenia.

Sytuacja historyczna opisana w książce opierana jest przez autorkę w dużej mierze na wydarzeniach rzeczywistych i tutaj czapki z głów dla Pani Gabaldon, bo poziom researchu jaki przedstawiają zarówno „Spisane własną krwią” jak i wszystkie tomy serii robi wrażenie. Czas, jaki autorka każe czekać swoim czytelnikom na kolejne perypetie swoich ulubionych bohaterów sprawia, że cieszę się, iż dopiero teraz przeczytałam całą serię. Nie jest to może poziom Martina, ponieważ jego nie prześcignie nikt pod kątem tego, ile zajmuje mu napisanie kolejnego tomu sagi Pieśni Lodu i Ognia, ale 7 lat oczekiwania na tom 9, o którym już niedługo, to równie sporo. Niemniej jednak przede mną tom 9, a potem kilka lat oczekiwania na zapowiedziany przez autorkę ostatni 10 tom całej sagi.

Najnowsze wpisy

Znajdź nas na Facebooku

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *