Widząc zapowiedzi wydawnictwa Replika o wydaniu słynnego dzieła Aleksandra Brucknera „Mitologia słowiańska i polska” odpaliłam się niczym 3 latek na karuzeli i wiedziałam, że chce to przeczytać . Do tej pory miałam świadomość, można by rzecz, bardzo ogólną na temat wierzeń naszych przodków, więc chciałam zagłębić się nieco w ten temat i sprawdzić, co wyciągnę z jednego z najważniejszych dzieł dotyczących wierzeń i kultury Słowian.
Książka składa się z dwóch oddzielnych dzieł autora, wydanych jedno po drugim w odstępie kilku lat. Pierwsza część , czyli „Mitologia słowiańska” była dla mnie istną katorgą do czytania. Owszem, ja lubię zawiły język, archaiczny nawet, ale po lekturze tej części doszłam do wniosku, że nie powinna się nazywać „Mitologia słowiańska”, a „Antropologia językowa nazewnictwa religijnego Słowian”. Dlaczego? Jest to praca w pełni naukowa, skupiająca się na etymologii nazw bóstw czy innych słów związanych z religijnością Słowian. Autor wyprowadza swoje wywody językowe bardzo daleko wstecz, do zapomnianych już języków słowiańskich, ruskiego czy litewskiego. Te badania o podłożu antropologii językowej dla zwykłego zjadacza chleba, który dopiero zaznajamia się, lub chce zaznajomić się z wierzeniami Słowian są po prostu utrudnieniem. Dopiero pod koniec, gdy autor przestaje aż tak dokładnie badać wszelkie zależności językowe, robi się nieco ciekawiej.
Drugą część zatem, czyli „Mitologię polską” możemy uznać za wiedzę, której poszukiwałam. Tu znajdziemy właśnie przypuszczenia dotyczące legend czy kultury Słowian, podziału, na jakich terenach czczono jakich bogów, a czasami jak zmieniały się ich nazwy. Tu znajdziemy podstawową, myślę, wiedzę choć z tego co się orientuję, badania Brucknera są już przestarzałe (wydane po raz pierwszy ponad 100 lat temu, to co się dziwić) i bogowie, których Bruckner zdecydowanie z kanonu „Olimpu polskiego” wyłączył, dziś się w nim znajdują. Również bogowie, których Bruckner uważał za jednego boga, tylko pod innymi nazwami są dziś w kanonie. Nie wiem, na ile jest to udowodnione naukowo, jednak wprowadza nieco zamieszania dla początkujących fanów kultury i wierzeń Słowian.
Nie mogę tu nie dodać, że setnie się ubawiłam, kiedy to autor „cisnął” wręcz po innych badaczach kultury i wierzeń słowiańskich, obalając ich tezy i przedstawiając swoje jako jedyne właściwe racje. A jak już zaczął „jechać” po Długoszu, to bawiłam się tak świetnie, jak dawno się na książce nie bawiłam!
Lektura zdecydowanie ciekawa i pouczająca, choć ja pewnie rozdzieliłabym te dwa dzieła na mniejsze książki. Laik, taki jak ja, będzie zainteresowany drugą, a nie pierwszą częścią. W momencie, gdy już świat wierzeń słowiańskich nie będzie aż taki obcy, wtedy polecam sięgnąć po pierwszą część „Mitologii słowiańskiej i polskiej”. Uważam jednak, że jest to obowiązkowa pozycja!