Jako typowa miłośniczka romantycznych historii chętnie sięgnęłam po nowość od wydawnictwa Filia, a mianowicie „Miliarder do wzięcia”.
Można powiedzieć, że opisana historia ma w sobie coś z „Pretty Woman” ale tylko w pewnym stopniu, mianowicie chodzi tutaj o różnice społeczne i fikcyjny związek/relacje. On sztywny, ze swoimi zasadami i niechęcią do związków, oraz ona – pełna życia kobieta po rozwodzie, która chce poznać siebie na nowo. Teoretycznie ich relacja nie ma szans na przetrwanie w zderzeniu dwóch całkiem różnych światów. Zwłaszcza, że jest wynikiem przypadku. Tylko czy aby na pewno? Kto w tej skomplikowanej relacji pełnej demonów z przeszłości pomoże drugiej osobie bardziej?
Jest to lekka lektura, która idealnie nada się na jesienne wieczory. Przez proste konstrukcje zdań i niezbyt skomplikowaną fabułę, książkę czyta się niebywale szybko. Mi przeczytanie jej zajęło raptem jeden dzień.
Czy jest jedna z książek, która na długo pozostanie w moim sercu i z chęcią do niej wrócę? Raczej nie. Niestety, zabrakło mi tutaj oczekiwanych po tego typu fabule fajerwerek i motyli w brzuchu. Sceny erotyczne były płytkie i jakby wciskane na siłę. Na szczęście całość ratowały komiczne dialogi i przesympatyczny pies, który chyba robił robotę w całej książce bardziej, niż pogmatwana relacja głównych bohaterów. Na rynku wydawniczym tego typu książek przybywa z miesiąca na miesiąc więc nic dziwnego, że ciężko stworzyć coś zupełnie nowego, co zaskoczy.
Nie mniej książka zapewne spotka się z pozytywnym odbiorem czytelniczek tego gatunku, a ja z chęcią przeczytam inne powieści autorki. Może zaskoczy mnie czymś zupełnie innym.