Polacy nie gęsi

Recenzja: Jeremy Clarkson „Diddly Squat. Tylko krowa zdania nie zmienia.”

Lubicie Jeremy’ego Clarksona? Pisałam o nim już tutaj i może się powtórzę, ale muszę zacząć tę recenzję od stwierdzenia, że Clarkson to taki inteligentny, gorzki, prześmiewczy stary wyga dziennikarstwa. Dotychczas parał się głównie motoryzacją, a program Top Gear z jego udziałem bił rekordy oglądalności i zyskał fanów nie tylko wśród adeptów motoryzacji (na co pisząca te słowa jest doskonałym przykładem). Z programu odszedł w atmosferze skandalu, która towarzyszy mu zresztą przez całe jego dziennikarskie życie, i teraz, oprócz pisania felietonów, występowania w innym programie i pewnie jeszcze innych zobowiązań, zajął się prowadzeniem farmy. Napisał o tym nawet już dwie książki, a drugą z nich miałam okazję ostatnio przeczytać (dziękuję Wydawnictwu Insignis!)

Diddly Squat to książka o rolnictwie, ale nie tylko. Jest z nią trochę tak, jak z top Gear: jeśli interesujesz się rolnictwem, to będzie książka dla Ciebie. Jeśli jednak nie interesujesz się rolnictwem, to również może być książka dla ciebie. Clarkson porusza tutaj także temat polityki, rządów wszelakiej maści, zmian klimatycznych i absurdów bycia rolnikiem w kraju, który opuścił Unię Europejską. Jest mowa o konsumpcjonizmie, który nas wykończy i o zwierzętach, bo w końcu to nimi autor zajmuje się teraz najwięcej (choć zajmuje się w sposób czasami opaczny, bo z dumą przyznaje się do polowań). Mówi o ciężkiej pracy w polu oraz o pokorze wobec pogody i klimatu, jaką – chcąc nie chcąc – musi wypracować w sobie każdy rolnik. 

Rolnikiem najlepszym może nie jest – sam przyznaje, że na swojej farmie zarobił dotychczas kilka funtów, ale komentatorem rzeczywistości za to doskonałym. Można więc się z nim zgadzać lub nie zgadzać, można się oburzać, gdy na przykład peroruje o słuszności jedzenia mięsa lub krytykuje działania aktywistów klimatycznych, jednak koniec końców trudno mu odmówić inteligencji i bystrego oka, a także ciętego humoru. Jeśli tęsknicie za docinkami w kierunku Jamesa May’a, spokojnie, są i tutaj. Clarkson zawsze buduje swój dowcip w oparciu o relację z innymi, znajdzie się więc i tu pomocnik na farmie, z którego autor trochę się ponabija (choć przyznaje niejednokrotnie, że bez jego wiedzy o doświadczenia nie zrobiłby nic). 

Polecam tę książkę fanom uniwersum Clarksona – bo to jakiś enty już zbiór jego felietonów. Polecam ją też tym, którzy fanami Clarksona nie są, ale lubią czasami z kimś się nie zgodzić, komuś zaprzeczyć lub skonfrontować z kimś swoje poglądy. 

Najnowsze wpisy

Znajdź nas na Facebooku

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *