Od kilku lat interesuję się tematyką true crime. Ten nurt zdobywa coraz większą rzeszę fanów, którzy chętnie sięgają po wszelkie możliwe materiały, zaczynając od filmów dokumentalnych, przez podcasty, książki, aż po artykuły w gazetach na blogach kończąc. Kiedy zatem pojawiła się możliwość zrecenzowania tej książki dzięki uprzejmości wydawnictwa Feeria, ochoczo zasiadłam do lektury. Bohater i zarazem autor to emerytowany śledczy, który odkrywa przed czytelnikiem meandry pracy techników kryminalistyki u schyłku XX wieku, kiedy praca na dowodach w postaci DNA była w powijakach. Sama charakterystyka pracy śledczego jest porywająca, dowiadujemy się nie tylko jak wygląda, ale też jak bardzo czasochłonna i wymagająca jest to praca. Odbija się to oczywiście na życiu prywatnym bohatera, o czym nam mówi. W życiu każdego śledczego jest taka nierozwiązana sprawa kryminalna, która nie daje mu spokoju. W przypadku Paula Holesa również tak było, a sprawą tą był nieuchwytny East Area Rapist, znany później szerzej jako Golden State Killer. Oprócz swojej standardowej pracy w policji, po godzinach, w mniejszym lub większym natężeniu, Paul próbował rozwiązać zagadkę tajemniczego EAR. Odpowiedzi szukał przez 24 lata swojej pracy śledczej z 27, które spędził w policji. Książka przybliża nam kilka interesujących spraw kryminalnych, bardziej lub mniej pobieżnie, gdyż poza sprawą EAR autor żadnej innej nie poświęca równie wiele uwagi. Podtytuł „jak rozwiązywałem sprawy z Archiwum X” jest w moim odczuciu mylący. Tak jak wspomniałam, autor wspomina kilka spraw, natomiast poznajemy rozwiązanie 2 lub 3, z czego jedna to właśnie ta główna sprawa, czyli Golden State Killera. Książka zawiera także dużo dygresji i prywaty, co nieco przeszkadzało mi w czytaniu. Szczerze mówiąc dla mnie znacznie bardziej interesujące byłoby, gdyby Paul Holes przybliżył dokładniej więcej spraw, szczegółowo je opisał i wyjaśnił, czy są zamknięte, przedawnione czy śledztwa są w toku. Zachęciłoby to wielu czytelników do przeszukiwania internetu by znaleźć więcej informacji, wzbudziłoby więcej emocji. Gdy już autor opowiadał o jakiejś ciekawej sprawie, dowiadywałam się przy okazji, że jego żona znalazła innego partnera itp. Zazwyczaj książki true crime pochłaniam szybko, z tą jednak delikatnie się męczyłam. Rozumiem, iż autor chciał czytelnikom przybliżyć jak wyglądało jego życie gdy polował na morderców, ale tej prywaty było dla mnie zdecydowanie za dużo. Myślę, że biorąc pod uwagę materiał w książce równie dobrze możnaby poczytać o EAR w internecie, bo jest to bardzo głośna sprawa. Fakt, że fascynującym było śledzenie procesu poszukiwania właściwego podejrzanego, odrzucanie ich, liczne akcje, badanie posiadanych dowodów raz po raz. Książka zdecydowanie byłaby mocniejsza gdyby autor równie dokładnie jak EAR opisał inne sprawy, do których rozwiązania się przyczynił. Czy polecam książkę? Myślę, że fani amerykańskiego true crime’u będą zachwyceni i sporo wyciągną z tej pozycji. Ja jednak przyzwyczajona do naszego podwórka opartego na „konkretach” mam po lekturze mieszane uczucia.