Polacy nie gęsi

Recenzja: Meg Kissinger „Nieobecni. Milczenie wokół chorób psychicznych w rodzinie.”

Aby żyć w tym świecie
Musisz nauczyć się
Trzech rzeczy:
Kochać to, co śmiertelne,
Tulić to
Do swoich kości, jak gdyby
Twoje życie od tego zależało,
A gdy nadejdzie czas, by pozwolić odejść,
Pozwolić odejść.
Mary Oliver, In Blackwater Woods

Ta książka była tak piękna, że aż boję się poczucia niewystarczalności w jej zrecenzowaniu.
Meg Kissinger to amerykańska reporterka, dziennikarka śledcza i wykładowczyni. Powieść
Nieobecni jest jednak zupełnie inną bajką i to z cyklu tych, które oprócz opowiedzenia fabuły
mają jeszcze ukryty cel: w tym wypadku jest to cel terapeutyczny. Meg wychowała się
bowiem w wielodzietnej rodzinie, której wielu członków cierpiało na choroby psychiczne,
kilku w ich wyniku zmarło, niektórym towarzyszyły również uzależnienia, a wszystkim –
dojmująca samotność pośród licznej rodziny. Sięgnęłam po tę książkę trochę bez wiedzy,
sądząc, że dostanę reportaż (tak, Wydawnictwo Czarne nie pisze wyłącznie reportaży, ale
jednak tego gatunku głównie u nich szukam) i początkowo lekko rozczarowana, z każdą
kolejną stroną pozwalałam tej historii wciągnąć mnie, poruszyć do głębi, zmiąć emocjonalnie
i wreszcie ukoić w jakimś uczuciu absolutnej zgody na świat przeczytany – bardzo trudny i
okrutnie smutny. Ta książka nie jest ani powieścią obyczajową, ani reportażem, ani nawet
biografią. Autorka – dojrzała kobieta, matka, żona, odnosząca sukcesy pisarka – postanawia
bowiem spisać historię swojej rodziny i dedykuje ją „Danny’emu, bo chciał, byśmy
zrozumieli”. Danny był bratem pisarki; nie żyje od lat, popełnił samobójstwo, podobnie
zresztą jak jego i autorki siostra. Próby samobójcze miała za sobą także matka rodzeństwa,
które trawione depresją, schizofrenią, zaburzeniami lękowymi, uzależnieniami, a nade
wszystko: rodzinną zmową milczenia, walczyło o przeżycie z dnia na dzień, przez wszystkie

lata. Tak samo czyniła Meg aż do dorosłości, do dojrzałości wręcz, kiedy to postanowiła
ukończyć wreszcie terapię i spisać historię swojej rodziny także po to, by pomóc sobie w
zrozumieniu, wybaczeniu i uporządkowaniu, a przede wszystkim wpuścić światło w miejsca,
na które przez lata spuszczano zasłony milczenia. Autorka wykonuje swoje zadanie z
charakterystyczną dla dziennikarki rzetelnością, dociekliwością i z oddaniem godnym właśnie
najwyższej sprawy. W próbie zrozumienia fenomenu tego przypadku rodzinnego należy
pamiętać o tym, że akcja powieści – więc też czas dorastania Meg i jej rodzeństwa – przypada
na lata 60’ i 70’, w których o chorobach psychicznych, zależnościach psyche i somy
wiedziano tyle, co nic. Tym większa była więc determinacja i tym silniejszy upór autorki, by
we współczesnym świecie, w którym prawdopodobnie większe były szanse na uratowanie jej
rodzeństwa, zrozumieć, co poszło nie tak.
Dotychczas nie czytałam żadnej książki tak dobrze ukazującej relacje rodzeństwa. W mojej
ocenie ta właśnie relacja międzyludzka jest jedną z najtrudniejszych, bo z jednej strony
obłożona oczekiwaniami rodziców i społeczeństwa, z drugiej zaś nierzadko naznaczona
wieloma rodzinnymi tajemnicami, trudnymi półprawdami i wzajemnymi niechęciami, często
też zazdrością. A jednak jest w sile rodzeństwa coś takiego, jakaś kosmiczna grawitacja, która
mnie okrutnie wzrusza: to wzajemne trwanie dla siebie, dla człowieka, który czasem nie jest
dla nas najbliższym i najłatwiejszym partnerem do rozmowy. Sposób, w jaki Meg Kissinger
ukazuje ten specyficzny rodzaj miłości, porusza mnie do głębi i podejrzewam, że wielu
czytelników odnajdzie się w dynamice rodzeństwa Kissingerów.
Jestem pod wielkim wrażeniem pracy, jaką musiała wykonać autorka, aby odważyć się na
przeanalizowanie swojej przeszłości, stanąć twarzą twarz z jej demonami i spróbować
zrozumieć, jak wielkim cieniem błędy popełnione (najpewniej bez złej intencji) przez
rodziców położyły się na całym życiu tak wielu ludzi. Porusza mnie wrażliwość autorki, jej
przenikliwość i prawdziwie piękne, szczere więzi zbudowane z rodzeństwem na fundamencie
wzajemnych traum i skaleczeń. Wydaje mi się, że nie sposób tu uniknąć skojarzenia z wielką
powieścią Marqueza Sto lat samotności. Czytając biograficzną powieść Meg Kissinger, ciągle
myślałam o zdaniu z tej właśnie powieści, mówiącym, że plemiona skazane na sto lat
samotności nie mają już drugiej szansy na ziemi. W tej beznadziejnej diagnozie, jaką
wystawił ludzkości Marquez, heroiczna próba człowieczeństwa podjęta przez Meg Kissinger
wydaje się wlewać nadzieję w serca i mówić, że wystarczająco duża miłość pozwala na
przebaczenie, na odkupienie, na próbę zrozumienia. Że miłość polega także na tym, aby

pozwolić odejść, kiedy przyjdzie czas, nawet jeśli nie zgadzamy się na odejście osoby
kochanej.
O czym jeszcze nie wspomniałam, a co jest szalenie istotne, to język powieści: także i tu
skojarzenia z Marquezem nie są bezzasadne. Autorka łączy dziennikarski sznyt, rzetelność i
skrupulatność z pewnego rodzaju poetyką, która pozwala jej w sposób bardzo wyrafinowany
opowiadać o wydarzeniach szczególnie wrażliwych. Sądzę, że zwłaszcza dziś, w czasach
dosłowności i grubej kreski taka umiejętność jest szczególnie piękna i cenna.
Z czystym sercem polecam tę piękną, choć trudną powieść.

Najnowsze wpisy

Znajdź nas na Facebooku

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *