Polacy nie gęsi

Recenzja: Marissa Mayer „Bez serca”

Zakochałam się – i była to miłość zarówno od pierwszego, jak i drugiego wejrzenia.
Ukażę Wam dzisiaj magiczny świat „Bez serca” Marissy Meyer – książki, która oczarowała
mnie od pierwszych stron. Kilka dobrych lat temu miałam już przyjemność czytać tę powieść
i zastanawiałam się, czy ponowna lektura wywrze na mnie podobne wrażenie. Przekonajcie
się, czy warto sięgnąć po „Bez serca”, ale nie mówicie potem, że nie ostrzegałam…
„Bez serca” to nie tylko opowieść o początkach Królowej Kier, ale przede wszystkim to
historia o marzeniach, miłości i wyborach, które definiują nasze życie. Marissa Meyer
stworzyła świat, który wciąga czytelnika bez reszty, pozwalając mu zanurzyć się w
atmosferze baśniowej Krainy Czarów, ale w jej mroczniejszym, bardziej intrygującym
wydaniu. Jeśli lubicie „Alicję w Krainie Czarów” Lewisa Carolla, to ten niezwykły retelling
jest właśnie dla Was.
Cath, główna bohaterka, to postać, która od razu zyskuje sympatię. Jej pasja do pieczenia,
marzenia o własnej cukierni i pragnienie niezależności to cechy, z którymi łatwo się
utożsamić. Autorka z niezwykłą precyzją opisuje kulinarne arcydzieła Cath, sprawiając, że
czytelnik niemal czuje zapach świeżo upieczonych ciast i ciasteczek. Te zmysłowe opisy to
prawdziwa uczta dla wyobraźni. Zawsze, kiedy się pojawiały, robiłam się głodna!
Romans Cath i Jestera to jeden z najpiękniejszych elementów tej książki. Ich zakazane
uczucie, pełne napięcia i namiętności, trzyma w napięciu do ostatniej strony. Meyer
mistrzowsko buduje relację między bohaterami, pozwalając czytelnikowi przeżywać każdą
chwilę ich spotkań. Jednak nic nie przygotowuje nas na zakończenie, jakie zgotowała nam
pisarka. Nie będę zdradzać szczegółów, ale końcówka dosłownie wgniata w fotel, więc lepiej
bądźcie przygotowani na rollercoaster emocji!
Akcja książki jest dynamiczna i pełna zwrotów akcji, co sprawia, że trudno się od niej
oderwać. Meyer zręcznie łączy elementy baśni, romansu i przygody, tworząc mieszankę,
która zadowoli nawet najbardziej wymagających czytelników. Samo podejście do postaci
głównej bohaterki również jest nietypowe. Zwykle mamy do czynienia z dziewczętami
pragnącymi piąć się po drabinie społecznej – a w jaki sposób łatwiej to zrobić niż wychodząc
dobrze za mąż? – podczas gdy Catherine, córka Markiza, marzy o… własnej cukierni. I
wydaje się, że magia Krainy Czarów popiera owe plany, skoro sama oferuje jej drzewko

cytrynowe, które nagle wyrasta w sypialni protagonistki (z jego owoców Cath tworzy idealne
tarty cytrynowe – palce lizać!).
Nie można też pominąć pięknego wydania książki. Twarda oprawa, staranne ilustracje na
wyklejkach, barwione brzegi i dbałość o detale sprawiają, że „Bez serca” to prawdziwa
perełka na półce każdego miłośnika literatury, a zwłaszcza retellingów. Język, jakim
posługuje się autorka, jest bogaty i plastyczny, co dodatkowo potęguje magiczną atmosferę
powieści.
„Bez serca” to lektura, która na długo pozostaje w pamięci (u mnie to było kilka lat!). To
opowieść o tym, jak marzenia mogą zderzyć się z rzeczywistością, jak miłość może być
zarówno źródłem radości, jak i przeżywane przez nas cierpienia, i jak wybory, których
dokonujemy, kształtują naszą przyszłość. Jeśli szukasz książki, która Cię oczaruje, wzruszy i
skłoni do refleksji, „Bez serca” jest idealnym wyborem.
Bardzo dziękuję Wydawnictwu SQN za egzemplarz do recenzji!

Najnowsze wpisy

Znajdź nas na Facebooku

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *