Barbara Wysoczańska to polska autorka, której książki pochłaniam jedna za drugą. Dlatego też
niezwykle ucieszyła mnie wiadomość, że na rynku wydawniczym pojawi się powieść „Aktoreczka”.
Autorka tym razem osadza akcję powieści nie w okresie drugiej wojny światowej, ale już w okresie
powojennym, jednak nie do końca odcina się od tego tematu.
W „Aktoreczce” głównymi bohaterami są Konrad oraz Lauren. Konrad to typowy mężczyzna z
przeszłością, który po ucieczce z Polski po drugiej wojnie światowej osiedla się wraz z chorą córką i
szwagierką w Nowym Jorku. Z jednej strony pragnie, aby w jego życiu wreszcie nastąpił spokój, usilnie
chce stabilizacji i szuka sposobu, aby znaleźć lekarstwo na chorobę córki. Z drugiej jednak strony
trauma wojenna, którą w sobie nosi, nie daje mu spokoju. Konrad znajduje się bowiem w posiadaniu
zdjęć, które dokumentują zbrodnie popełnione na narodzie polskim nie tylko przez nazistów, ale
także przez sowietów. Jednak w ówczesnym świecie akie materiały nie mogą ujrzeć świata dziennego
z racji na relacje międzynarodowe. Konrad się jednak nie poddaje, zresztą nosi w sobie również
osobistą stratę. Wykorzystując swoje umiejętności fotografa, próbuje dotrzeć do Lauren, aby od niej
dowiedzieć się jak najwięcej o człowieku, którego poszukuje od końca wojny.
Natomiast Lauren to wschodząca gwiazda Hollywood. Gra w filmie, który przynosi jej z jednej strony
niesamowitą sławę, jest rozpoznawalna na każdym kroku. Natomiast z drugiej strony zaczyna
odczuwać tę mniej znaną, bardziej ponurą stronę sławy. Lauren ma przekonanie, że wśród
filmowców i ludzi z show-biznesu jest uważana raczej za rzecz, którą można się pobawić i wyrzucić.
Dopiero spotkanie z Konradem wnosi zupełnie inne światło do jej życia.
Po więcej odsyłam Was do „Aktoreczki”.
Po autorce „Narzeczonej nazisty” sporo oczekiwałam i nie zawiodłam się. Powieść doskonale oddaje
klimat lat czterdziestych w Nowym Jorku. To zupełnie inny obraz niż ten prezentowany w
poprzednich powieściach, gdzie tłem wydarzeń były doświadczenie wojny. Tutaj mamy o wiele więcej
emocji, pomimo iż te doświadczenia wojenne również są ukazane. Jednak nie to nie one są
najważniejsze. W mojej opinii „Aktoreczka” jest bardziej optymistyczna, niesie tym samym przesłanie,
że wszystko w życiu jest po coś i nic nie dzieje się bez przyczyny.
Historia Lauren i Konrada jest bardzo ciągająca. Nie mogłam się wręcz od niej oderwać, co
spowodowało, że niestety przeczytałam ją w dość rekordowym – jak na mnie – tempie, bo
skończyłam ją w jeden weekend. I gdybym miała ją komukolwiek polecić, to z czystym czytelniczym
sumieniem, bym to zrobiła. Dlatego czym prędzej po nią sięgajcie!