Literacki Pudelek
Truman Capote to jeden z bardziej medialnych pisarzy. Historię tego ekscentrycznego twórcy zobrazowano w filmie „Capote”, w którym w główną rolę (Oscarową zresztą) wcielił się nieoceniony Philip Seymour Hoffman. Jak na pisarza, wiódł Capote życie bardzo barwne, bujne, zaskakujące i już za życia uchodził za dziwaka: tylu go kochało, ilu nienawidziło. Ponieważ w ramach współpracy odświeżam książkę „Z zimną krwią”, czyli największy obok „Śniadania u Tiffany’ego” sukces tego pisarza, postanowiłam również sięgnąć po książkę „Kobiety Capotego”, o której dziś.
Przeczytałam tę książkę prawie że jednym tchem, zawiodłam się i zauroczyłam jednocześnie. Kilka słów o treści: książka opowiada o kobietach – łabędzicach, jak nazywał je sam Capote, czyli jego przyjaciółkach. Ale jakie to były przyjaciółki! Nie miałam dotychczas okazji czytać o życiu kobiet wywodzących się z takich sfer. Capote otaczał się bowiem kobietami wyjątkowymi i – dla mnie – wyjątkowo paskudnymi. Łabędzice jak jeden mąż (jedna żona?) musiały być nieskazitelnie piękne, wybornie wychowane, szalenie zamożne i do cna rozpuszczone. Znajdą się więc wśród nich żony słynnych w Hollywood reżyserów, bankierów, książąt (mamy tu polski akcent!) czy właścicieli wielkich firm. Kobiety, które za swój cel zazwyczaj obierają sobie wygodne życie na najwyższym poziomie, i do którego to celu zmierzają niemalże po trupach, nie brudząc przy tym atłasowych pantofelków. Celem Capotego zaś – bo przyjaźń ta wcale nie jest bezinteresowna – będzie możliwie najgłębsze poznanie ich życiorysów, motywacji, brudnych sekretów i najbardziej skrytych kompleksów. Po co? A po cóż pisarzowi może być potrzebna czyjaś historia? Oczywiście do książki. Co z tego wyjdzie?
Nie chciałabym psuć napięcia, ale już właściwie okładka głosi, że książka opowiadać będzie o zdradzie. Dodam jedynie, że postać Capotego po przeczytaniu tej książki stała się dla mnie o tyle smutną, co odrażającą; podobnie zresztą, jak cały przestawiony w tej lekturze światek.
Mam do tej pozycji parę zarzutów. Głównym tutaj problemem jest język. Książka miejscami jest po prostu źle napisana. I przymknęłabym oko na chaos informacyjny, na urywanie wątków i brak spójności, ale jeśli cztery zdania z rzędu zaczynają się od słowa Capote, to coś mi tu nie gra – i sposób pisania, i tłumaczenie najpewniej zawiodły. Zawiodłam się również, ponieważ oczekiwałam przynajmniej paru słów na temat znajomości pisarza z Audrey Hepburn lub Marilyn Monroe – niestety, te wątki pominięto, zaś na temat wieloletniej przyjaźni z Harper Lee napisano zaledwie parę słów. Książka ewidentnie skupia się na sensacyjnych i głośnych znajomościach Capotego, z tego właśnie powodu nazywam ją literackim Pudelkiem – jeśli szukasz plotki lub sensacji, przeczytaj.
Pomijając więc, że czyta się to szybko (jak Pudelka właśnie), jest tam nuta goryczy i przykrej refleksji, zarówno nad smutnym życiorysem pisarza, jak również nad historiami zaprzyjaźnionych z nim łabędzic. Co mnie zauroczyło, to fakt, że taki świat – zupełnie nierzeczywisty, ulepiony z lukru i brokatu, świat przyjęć na jachtach i balów maskowych, faktycznie istniał i to istniał tak niedawno, że jego wspomnienie łatwo można znaleźć. Czytając, szukałam w google zdjęć łabędzic i Trumana oraz innych wspominanych osobistości (w książce znajduje się kilka stron fotografii). Miałam wrażenie, że otworzyłam tajemną szafę, do której mają wstęp tylko dorośli.
Polecam więc, jeśli szukacie niecodziennej rozrywki, dawki ploteczek, a jednocześnie biograficznego rysu. Jest to fajna książka, choć nie bez wad.