Polacy nie gęsi

Recenzja: Aleksander R. Michalak „Szatan i Demony”

“Szatan i Demony” to jedna z książek  z serii  “Wierzenia i zwyczaje. W cyklu znalazłam książki, które czytało mi się lepiej, a także gorzej. Tę pozycję umieściłabym gdzieś po środku. Nie dlatego, że jest nudna, ale potrafi być trudna. 

 Terminologia historyczna, a w tym przypadku dodatkowo biblijna (i pewnie jeszcze jakaś, której nazwy nie znam, a może zwyczajnie o niej nie pomyślałam), nie jest łatwa. Miałam okazję się o tym przekonać nie raz, tym razem było podobnie, mnóstwo przypisów z wyjaśnieniami oraz odwołań  do pozycji których nie znam, których nie zamierzam czytać lub które uważam, że są zbyt trudne dla mnie, sprawiły że czasem miałam ochotę odstawić tę książkę na półkę. 

 Niestety mam wrażenie, że ta lektura obudziła we mnie więcej pytań niż dostarczyła mi odpowiedzi. Nie od dziś wiadomo, że kościół uważał kobiety za początek wszelkiego zła, nic więc dziwnego, że jedna z teorii mówi, iż aniołowie upadli, bo uwiodły ich kobiety, wtedy narodziły się giganty, a później demony. Inna, że matką demonów była Lilith, pierwsza żona Adama, która nie chciała podporządkować się mężowi. Najwidoczniej według większości religii kobiety są wcieleniem zła. No cóż jako kobieta muszę z tym jakoś żyć. Podoba mi się natomiast teoria, która mówi, że to właśnie giganci zaczęli budować wieżę Babel. Jednak czytając to w mojej głowie narodziło się inne pytanie, trochę bardziej przerażające. Co jeśli to Szatan był tym dobrym, a to Bóg wszczął bunt? Zastanówmy się nad tym przez chwilę. Według Biblii to Szatan namówił Ewę aby zjadła owoc poznania dobra i zła, po to aby mogła sama decydować, dał jej wolną wolę. To aniołowie nauczali ludzi, a za przekazanie wiedzy musieli ponieść karę. Czy tak postępuje dobry Ojciec? Moim zdaniem nie. Nigdy nie byłam fanką kościoła, a po tej lekturze już chyba nigdy nie będę. Pewnie wielu ludzi się ze mną nie zgodzi, a za głoszenie takiej teorii jeszcze 400 lat temu spalono by mnie na stosie. Mam szczęście, że nie urodziłam się w tamtych czasach, ale kto wie, może jedno z moich poprzednich wcieleń zostało spalone na stosie i właśnie dlatego mam teraz pewien uraz do kościoła katolickiego. 

 Podsumowując książka jest dobra i polecam ją każdemu, kto lubi trochę pomyśleć podczas czytania. Jednak nie polecam jej ludziom, którzy wciąż bronią naszego kościoła, bo może otworzyć wam oczy, a gdy raz obudzicie się z tej iluzji, nie macie szans na powrót. Z drugiej strony, możecie też uznać to za same kłamstwa, a kościół jeszcze bardziej zaciśnie na was swoje macki. Sięgacie po tę pozycję więc na własne ryzyko.

Najnowsze wpisy

Znajdź nas na Facebooku

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *