Polacy nie gęsi

Recenzja: Katarzyna Wolwowicz „W otchłani”

Po lekturze książki „W otchłani” autorstwa Katarzyny Wolwowicz długo się zastanawiałam, jak ją
właściwie ocenić. Z jednej strony dostarczyła mi sporo rozrywki i miło spędziłam z nią trzy wieczory,
to z drugiej strony nie przekonała mnie do końca. Końcówka powieści mocno mnie rozczarowała i
dlatego nie ocenię jej wysoko. Dla mnie to książka raczej ze średniej półki, do przeczytania na raz i nie
wracania do niej ponownie.
„W otchłani” to powieść o młodej dziewczynie – Weronice, która zakochuje się w onkologu
dziecięcym – Dawidzie. Weronika to marzycielka i niepoprawna romantyczka. Dla niej spotkanie
Dawida to spełnienie wszystkich marzeń o własnej rodzinie. Jest w nim tak zakochana, że traci dla
niego głowę. Rzadziej spotyka się ze znajomymi, rezygnuje z pracy w galerii sztuki, która była jej
marzeniem.
Natomiast Dawid początkowo traktuje Weronikę niemal jak księżniczkę, zapewnia jej wszystko, czego
dziewczyna potrzebuje. Jedyną jego wadą jest to, że dużo pracuje, przez co para nie spędza ze sobą
tyle czasu, ile by chcieli. Jednak z czasem Dawid okazuje swoją niezdrową wręcz obawę o
bezpieczeństwo Weroniki. W ich wspólnym domu montuje kamery, nie opowiada o swojej
przeszłości. Weronika nie poznaje jego znajomych. Dawid tłumaczy to tym, że oprócz niej nikogo
więcej nie potrzebuje.
Weronika i Dawid bardzo szybko angażują się w swój związek, po dwóch tygodniach od poznania się
zamieszkują razem, a następnie planują ślub.
Wszystko zmienia się w momencie, kiedy zaczynają dziać się tajemnicze rzeczy – jak napis na murze
ich domu, tajemnicza korespondencja, którą otrzymuje Weronika, czy otrzymane informacje na
temat przeszłości narzeczonego.
Gdybym mogła podzielić ją na dwie części, to z pewnością tak bym postąpiła. Pierwsza – mniej więcej
– połowa książki jest niezwykle wciągająca. Nie mogłam się wręcz oderwać od tej historii. Książka
trzymała mnie w napięciu, było też kilka zaskakujących zwrotów akcji. Natomiast wszystko zmieniło
się w drugiej połowie. Miałam wręcz wrażenie, że autorka zmieniła cały koncept powieści i w
ostatniej chwili próbuje ratować sytuację, dostarczając czytelnikowi gotowe rozwiązania i wyjaśnienie
poszczególnych wątków. Końcówka była tak przewidywalna, że miejscami miałam ochotę pominąć
kilka stron, bo i tak niczego ważnego nie straciłabym. Zresztą dochodzę do wniosku, że samo
zakończenie było zbyt rozciągnięte i zbyt proste.
Z pewnością Weronika nie otrzyma ode mnie miana ulubionej bohaterki literackiej. Natomiast do
tego wyróżnienia mogłaby pretendować Gośka – przyjaciółka głównej bohaterki. Chociaż to postać
drugoplanowa, to gdyby było jej w powieści więcej, to na pewno cała historia zyskałaby o wiele
więcej. Gośka to niezwykle barwna osoba, która wie, czego w życiu chce i konsekwentnie do tego
dąży. Pomaga Weronice we wszystkim i stanowi dla niej oparcie. Jest zawsze, kiedy tego potrzebuje.
Dlatego też nie jest zadowolona, kiedy Weronika trochę trzyma ją na dystans, skupiając się wyłącznie
na Dawidzie.
Reasumując, sam pomysł na napisanie powieści był bardzo dobry, natomiast największe uwagi mam
do jego wykonania. Tak, jak pierwsza część była świetna i nie mam się o co przyczepić, to końcówka
powieści bardzo mnie rozczarowała. Niektóre fragmenty były wręcz niewiarygodne i czasem w
trakcie lektury łapała się za głowę, że mogą być aż tak nielogiczne. Książka niestety nie zachwyca,

myślę, że potencjał tej historii nie został do końca wykorzystany. A szkoda, bo wtedy cała opowieść
mogła być zupełnie inna.

Najnowsze wpisy

Znajdź nas na Facebooku

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *