Polacy nie gęsi

Recenzja: Andrzej Ziemiański „Virion. Legion”

Cała seria osadzona w uniwersum Achai jest wśród czytelników podzielona na dwa obozy. Albo się kocha tę kreację, albo nienawidzi. Zdecydowanie ja, już od wielu lat znajduję się w gronie fanów Andrzeja Ziemiańskiego i jego wspaniałego Imperium. Choć rozumiem argumenty osób negatywnie do serii nastawionych, ja smakuję każde słowo spływające z kolejnych stron opowieści o Virionie niczym najlepszej jakości wino. „Legion” to gratka dla każdego fana tego uniwersum, więcej – autor nie mógł bardziej spektakularnie zakończyć tej części historii Viriona. 

W piasku pustyni rozbita i pokaleczona drużyna Viriona odnajduje schronienie, które pozwala im się zregenerować. Interesująca gościna zapewnia samemu szermierzowi także możliwość do przekroczenia kolejnej bariery, następnej granicy swoich możliwości. Śledząc losy mężczyzny widzimy, jak rozwinął się z mieszczucha w najpotężniejszego szermierza na świecie, aż dociera do momentu, gdy aby przeżyć, będzie musiał pokonać samego siebie – dosłownie i w przenośni. Wiedząc, że od niego i jego ekipy złożonej z księcia, upiorzycy, mistrza miecza, głupkowatego choć utalentowanego zbója, byłego wojskowego i portowej nożowniczki może zależeć nie tylko los Syrinx ale i całego cesarstwa Luan, Virion powiększa swoją bandę o 20 mistrzów miecza z łapanki i rusza powstrzymać siłę niepowstrzymaną – Legion Moy. 

Taida w stolicy tymczasem ujawnia spisek i organizuje ze swoim setnikiem oraz kochankiem w jednej osobie jako taką obronę stolicy. Wykorzystują każdy możliwy sposób bo wiedzą, że jeśli miasto upadnie, śmierć czeka nie tylko ich, ale i całe cesarstwo. 

Ktokolwiek czytał „Achaję” z pewnością potwierdzi, że Legion Moy to nie są przelewki. Z pewnością też zauważył, w jak smakowity sposób autor nawiązuje do wątków z „Achai”, która mimo że powstała wcześniej, chronologicznie dzieje się po Virionie. Tam właśnie poznajemy legendę wojownika. Cała historia pięknie się zawiązuje, łączy i przenika, a Andrzej Ziemiański sprawia, że kończąc tą część przygód Viriona cała historia uniwersum sprawnie się dopina. Nie dziwi mnie więc już powszechna opinia fanów tego świata, że to najlepszy tom serii. Ja także przyłączam się do tej drużyny. Ba, śmiem twierdzić, że „bitwa o Syrinx” na ekranie telewizorów byłaby równie spektakularna, co moja ulubiona bitwa o Helmowy Jar, czy wszystkie walki z serialowej Gry o Tron. 

Halo? HBO? Jeśli to czytacie, poproszę serial o Virionie! 

Czekam na ostanią już serię przygód szermierza, czekam na słynną potyczkę szermierzy (kto czytał „Achaję”, ten wie), a gdy tylko autor zamknie serię, wrócę do Achai. A potem do Pomnika Cesarzowej! Jeśli mieliście kiedykolwiek wątpliwości, czy uniwersum Andrzeja Ziemiańskiego wam się spodoba, zacznijcie od Viriona. Historia sama wam się wtedy ułoży w dłoniach i zagości w głowach!  

Najnowsze wpisy

Znajdź nas na Facebooku

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *