To moje kolejne podejście do dzieł Magdaleny Żelazowskiej i jak zawsze spodziewam się najlepszego, ponieważ Stany Zjednoczone Ameryki były zawsze dla mnie pewnego rodzaju marzeniem, a takie reportaże z pierwszej ręki pozwalają podgrzewać moja iskierkę nadziei, że piękne USA z hollywoodzkich filmów lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych nadal takie jest. Sprawdzam to za każdym razem gdy w ręce wpada mi taki zbiór reportaży.
Gdybym chciał zasmakować Ameryki to zaraz po wylądowaniu na lotnisku JFK poszedłbym na śniadanie do klasycznej knajpy amerykańskiej, zamówił kawę z dzbanka i śniadanie, poszedł zwiedzić Manhattan, Central Park, sprawdziłbym czy hotel Waldorf Astoria dalej stoi w miejscu, a później kupił mleko w tym samym sklepie, w którym Mathilda kupowała je dla Leona. Niestety tych Stanów już nie ma. Zmieniły się i ich obraz mocno odstaje od tego co przynajmniej ja zapamiętałem z mojej jak dotąd jedynej podróży do USA.
Magdalena Żelazowska jest pisarką, dziennikarką i podróżniczką, której artykuły można znaleźć w wielu magazynach i na portalach internetowych. Jest autorką kilku książek, entuzjastką otaczającego świata, która z zawziętą i nieustępliwą pasją kolekcjonuje wspomnienia, ciekawe historie i przeżycia.
„Americana. To, co najlepsze w USA” jest w zasadzie subiektywnym przewodnikiem po Stanach Zjednoczonych, do których autorka wyjechała w 2018 r. Książka składa się z piętnastu rozdziałów, uzupełnionych o zdjęcia z archiwum prywatnego autorki.
Chcąc napisać cokolwiek o stylu pisarskim autorki trzeba oddać jej pokłon- dla mnie jest taki jak być powinien. Dobry, z jednej strony sucho-warsztatowy i okraszony dużą liczbą historycznych odniesień, relacji i faktów, a z drugiej strony miękki, lekki i przyjemny, pasujący do folderów opisujących wakacje. Ja to kupuję.
Spośród wszystkich piętnastu rozdziałów szczególnie wartościowe są cztery: “American dream”, “Życie jest drogą”, “Dom na kółkach”, oraz “Przepis na sukces”.
Każdy z nich pokazuje w dobitny sposób nasze typowo europejskie rozumienie podstawowych skojarzeń z tymi tytułami, a później przekłada to na amerykańską modłę. Dla przykładu, “Życie jest drogą” opisuje jak duże odległości muszą pokonywać Amerykanie i co narosło wokół tych dróg. Ich postrzeganie podróży jest zdecydowanie inne jak chociażby klasyczne stołowanie się poza domem i w restauracjach typu Diner, tablice rejestracyjne, które przekazują nie tylko informacje o numerze samochodu, a kończąc właśnie na samochodach tak innych niż nasze europejskie. Z kolei “Przepis na sukces” to dotknięcie nieco mitycznego obrazu jedzenia w USA. Skąd wzięły się potrawy, skąd wzięły się tak zmodyfikowane przepisy. Gdyby chcieć zgłębić ten temat bardziej dokładnie można swobodnie napisać kolejną książkę. Kuchnia włoska, japońska, francuska, angielska, chińska i wiele, wiele innych miały okazje wymieszać się w tyglu imigrantów, którzy z nadzieją i strachem przybywali w XVIII i XIX wieku na amerykański ląd.
Czy masz odwagę zmierzyć się ze Stanami i twoimi o nich wyobrażeniami? Ja w ciemno będę szedł w każdą kolejną książkę Magdaleny Żelazowskiej.