Polacy nie gęsi

Recenzja: Monika Fibic „Wojna jest kobietą”

Nie tak dawno, przy okazji lektury reportażu Swietłany Aleksijewicz pod tytułem Wojna nie
ma w sobie nic z kobiety zastanawiałam się, dlaczego tak mało jest w literaturze kobiecej
perspektywy na drugą wojnę światową. Ubolewałam nad tym, że brakuje w tej sprawie
kobiecego głosu – i jak na zawołanie udało mi się otrzymać książkę o jakże przewrotnym
tytule: Wojną jest kobietą. Ten zbiór opowieści kobiet żyjących w czasie drugiej wojny
światowej wyszedł spod pióra Moniki Fibic – Ślązaczki i etnolożki, która, by z nimi
porozmawiać, przemierzyła Polskę wzdłuż i wszerz.
Pamiętam, że moja babcia bardzo często opowiadała o wojnie. Szczególnie wspominała dzień
1-go września 1939, gdy akurat po raz pierwszy szła do szkoły. Według jej relacji niebo roiło
się od niemieckich samolotów – ale czy tak faktycznie było? Tego nie wiem. Być może w
pamięci mojej babci różne dni zlały się w jedno, przykre wspomnienie – samoloty były, ale
innego, nie tego pierwszego dnia wojny, lub było ich mniej. Wspomnienia mojej babci często
zazębiały się, były niedokładne, jednak powtarzała je zawsze w niezmienionej formie, co
tylko utwierdzało mnie w przekonaniu, że doświadczyła ona rzeczy dla mnie
niewyobrażalnych i – mimo postępującej później demencji – nie opuszczą jej one nigdy.
I te właśnie opowieści przypomniały mi się, gdy czytałam książkę Moniki Fibic. Ten zbiór
opowiadań, ilustrowany zdjęciami bohaterek i narratorek, bardzo łapie za serce swoją
prostotą. Autorka oddała głos kobietom, które w trakcie wojny wiodły normalne – czy to
odpowiednie słowo? – życie. Próbowały pracować, walczyły o życie, zapewniały utrzymanie
i byt swoim bliskim, same były na czyimś utrzymaniu. Były dziećmi, nastolatkami, żonami,
córkami, matkami. Szły po różnych ścieżkach, a ich życiorysy czasem nadają się na osobny
scenariusz filmu, a czasem są najzupełniej banalne, z wojną gdzieś w drugim planie. Są to
jednak kobiety, którym nikt wcześniej głosu nie oddał, nie w takiej skali. Teraz, jako
bohaterki książki, przechodzą na karty historii, opowiadając o wojnie z perspektywy, której
nie znamy. Monika Fibic umożliwiła im to i chwała jej za to, bo przecież to ostatnie
pokolenie, które pamięta wojnę, a które niedługo odejdzie. A razem z tym pokoleniem odejdą
historie niespisane. Na szczęście – dzięki wysiłkowi autorki – nie te.
Są tu opowieści o miłości, o macierzyństwie, o dzieciństwie spędzonym w głodzie, w strachu
najpierw przed Niemcami, a potem przed Rosjanami. Czasami są te opowieści nabite faktami,
oschłe, a czasem przesycone emocjami. Zdarza się też dość często, że rozmówczynie autorki

dają nam na końcu swojej wypowiedzi radę, przestrogę. Nietrudno się domyślić, że jest w tej
przestrodze zawarta krytyka wojny. Bardzo ciekawe i cenne (nie tylko z merytorycznego
punktu widzenia) są rozmowy ze Ślązaczkami, zapisane w oryginale i przetłumaczone z
języka śląskiego na polski. W ogóle bohaterki pochodzą z różnych miejsc w Polsce, co także
jest tutaj walorem – widzimy tę samą wojnę, dziejącą się w różnych miejscach w kraju.
Czytając tę książkę, ubolewałam jedynie nad jej formą. Niezbyt podoba mi się to wydanie.
Czcionka jest w mojej ocenie nieprzyjazna, za duża, poza tym trudno nie zauważyć, że
książka najprawdopodobniej nie została poddana korekcie. Błędy napotykałam na każdym
kroku, co kilka stron, i były to błędy składniowe i interpunkcyjne, czasami bardzo banalne.
Autorce życzę więc w przyszłości bardziej starannego wydania tej książki.
Z pewnością podsunę tę pozycję moim bliskim z pokolenia moich rodziców. Są to bowiem
osoby, które takie historie, jak historia mojej babci, musiały słyszeć „z pierwszej ręki”, a
właściwie: z pierwszych ust. Polecam każdemu, kogo interesuje codzienność drugiej wojny
światowej, a także nieznana szerzej kobieca relacja tych wydarzeń.

Najnowsze wpisy

Znajdź nas na Facebooku

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *