Gdy tylko przeczytałam fragment „Minervy 2049” wiedziałam, że będę musiała ją przeczytać. Obecnie na polskim rynku wydawniczym brakuje tego typu powieści, zwłaszcza z fabułą rozgrywającą się na terenie naszego kraju, a tutaj w głównej mierze w stolicy. Wszystkie pozostałe powieści polskich autorów dzieją się w fikcyjnie stworzonych miejscach albo w innym kraju. Autor stworzył genialną cybernetyczną wizję przyszłości, w której nikt z nas nie chciałby się znaleźć.
Wyobraźcie sobie, że w roku 2049 projektowanie człowieka stało się faktem, dzięki rozwoju modyfikacji genetycznej rodzic za odpowiednia kwotę może zaprojektować sobie dziecko jakie chce. Można powiedzieć, że powstał świat idealny ale czy aby na pewno? Rozwój technologii sprawił, że ludzkie ręce staja się powoli zbędne, a zastępują je roboty, czarny rynek dzięki któremu rodzice chcący zdobyć odpowiednio zmodyfikowany gen dostają kiepskie podróbki kwitnie, przez co na świat zaczęły przychodzić zniekształcone od urodzenia maluchy. Posiadające zdeformowane kończyny czy też rosnące nadnaturalnie szybko. Wyobraźcie sobie okulary, umożliwiające nawiązywanie połączeń i rozmów za pomocą myśli. Tylko czy to aby na pewno jest tak bezpiecznie? Dodajmy do tego programy LSD, nowy krzyk mody wśród ćpunów, umożliwiający przejście podświadomie do innej rzeczywistości. Jednak zdarzały się tutaj przypadki gdzie ludzie zabijali się, bo nie mogli się obudzić. Jednak to tylko wierzchołek góry lodowej.
Autor idealnie buduje napięcie, a każdy przeczytany rozdział powoduje niedosyt, przez co chce się czytać więcej i więcej. Przyznam, że jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością autora jednak wiem, że na pewno nie ostanie. W tej książce znajdziemy wszystko, czego po tego typu lekturze byśmy się spodziewali. Krew, akcja, intrygi, tajemnice i technologiczny świat. Czego chcieć więcej? Czytając tę książkę momentami przed oczami miałam sceny z kultowego filmu „Ja, robot” na podstawie powieści Isaaca Asimova. Również nie raz przyłapywałam się na tym, jak ja widziałabym ekranizację tejże książki, bo że jest filmowa nie mam żadnych wątpliwości. Chociaż „Minerva 2049” teoretycznie jest książką młodzieżową to myślę, że spodoba się każdemu, kto chodź trochę lubi cyberpunk.
Książka została napisana przystępnym i przyjemnym językiem, jednak bywały momenty, gdy gubiłam się w technologicznych pojęciach stworzonych na cele powieści. Dobrym dodatkiem do książki byłby mały słownik pojęć umieszczony na końcu, co na pewno ułatwiłoby lekturę totalnemu laikowi jeśli chodzi o ten gatunek. To w sumie jedyna z wad jaką tutaj znalazłam, o ile to można nazwać wadą.
Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości będę mieć szansę sięgnąć po inne książki autora. Takich powieści na naszym rynku jest zdecydowanie za mało i szkoda, że takie perełki nie mają odpowiedniego rozgłosu.
Gorąco polecam.