Polacy nie gęsi

Recenzja: J.R.R Tolkien „Księga Zaginionych Opowieści”

Chyba nie będzie to tajemnicą gdy stwierdzę, że wydawnictwo Zysk rozpieszcza fanów Tolkiena. Rozpieściło także mnie, wysyłając mi do recenzji egzemplarz niezwykłej, naprawdę niezwykłej książki – pierwszy tom „Księgi Zaginionych Opowieści”. 

Tolkien mistrzem był i kropka. Często powtarzam, że można nie lubić, nie ma też obowiązku rozumieć   jego twórczość, ale nie można zaprzeczyć, że jest niedoścignionym mistrzem fantasy. Poprzeczkę zawiesił tak wysoko, że jak dotąd, nikomu nie udało się stworzyć czegoś równie spektakularnego. Kilkanaście języków, alfabety, historia, mitologia, genealogia i wszystko to, co składa się na pełną historię i pełną opowieść. Bez wątpienia Śródziemie jest dziełem jego życia, opus magnum. Widać to dobitnie w „Księdze Zaginionych Opowieści”, gdzie zagłębiamy się w świat legend, mitologii i historii Śródzemia zupełnie innych niż w „Silmarillionie”, a jednak takich samych. Otóż dzięki tej książce śledzimy proces kreacji, Tolkiena jako demiurga Śródziemia. Sposób zaprezentowania powstawania całego uniwersum jest różny od tego, znanego z „Silmarillionu”, natomiast większość zaprezentowanych w tej książce opowiadań, wierszy i tekstów, to teksty bardzo wczesne, sprzed „Silmarillionu”, „Hobbita” czy „Władcy Pierścieni”. To zalążki legend, poematy, opowieści, które na przestrzeni lat zostały zmodyfikowane i przedstawione w „Silmarillionie” w wersji ostatecznej. To nieoszlifowane jeszcze pomysły młodego Tolkiena, większość  wierszy powstała bowiem podczas pierwszej wojny światowej. Choć Tolkien utrzymywał, że wydarzenia wojenne, a zwłaszcza tragicznej bitwy pod Sommą nie miały wpływu na jego twórczość osobiście uważam, że tworzenie tych opowieści o nieistniejącym świecie pomogły Tolkienowi poradzić sobie z okrucieństwem wojny, piękne Śródziemie było swoistą ucieczką. 

„Księga Zaginionych Opowieści” to dzieło niezwykłe także dlatego, że jest opatrzone bardzo szczegółowym komentarzem syna pisarza, Christophera. Zestawia tam on początkowe wersje legend i opowieści z tymi finalnymi, które de facto zostały „Silmarillionem”. Czasami mam wrażenie, że Christopher lepiej znał Śródziemie niż jego ojciec, Christopher doskonale odnajduje się w zawiłościach uniwersum, etymologii słów czy plątaninach genealogicznych. Komentarz Christophera znacznie ułatwia lekturę, bowiem w przystępny sposób opowiada o konkretnych pomysłach i rękopisach ojca, zestawia nazwy w tabelach i wyjaśnia, w jaki sposób ewoluowały poszczególne pomysły z „Księgi Zaginionych Opowieści”. 

Lektura tej książki była dla mnie wielką przyjemnością, ponieważ Śródziemie od wielu lat jest miejscem, do którego moja dusza tęskni. Świat stworzony przez Tolkiena jest piękny, a jednocześnie niepozbawiony zła czy smutku. Nie mogę się już doczekać  „Natury Śródziemia” oraz pozostałych 10 tomów „Historii Śródziemia”. Z całego serca dziękuję za egzemplarz wydawnictwu Zysk, a w imieniu fanów dziękuję, za ofiarowanie nam możliwości jeszcze bliższego poznania Tolkiena i jego świata. 

Najnowsze wpisy

Znajdź nas na Facebooku

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *