No i dopływam do brzegu, Złotego Brzegu, a właściwie do Doliny Tęczy. To ostatni tom w mojej kolekcji, której większość otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Świat Książki. Zatem sprawdźmy, co słychać u Blythów.
Mniej więcej piętnaście lat po romantycznym ślubie Ani i Gilberta, śledzimy losy ich rodzinki. Dokładniej możemy zaobserwować rózne relacje występujące nie tylko na linii rodzice – dzieci, ale także między samymi dziećmi państwa Blythe. Do szóstki urwisów Ani i Gilberta dołącza czwórka dzieci owdowiałego pastora Mereditha, oraz Maria, adoptowana przez Kornelię. Dzieci pastora wprowadzają sporo zamieszania w społeczności, jednak szybko zaprzyjaźniają się zarówno z Blythe’ami jak i z Marią.
Ten tom dla mnie był dość męczący nie tylko ze względu na to, że jest to już siódma powieść z rzędu, ale także dlatego, ze coraz mniej w nim samej Ani, a powieść skupia się w okół dzieci. Co prawda dzieci są mieszanką wybuchową, miksturą różnych cech rodziców nie zawsze zestawionych ze sobą idealnie, ale to nie jest już Ania. Przyznam, że trochę za tym tęsknię. Jednak dzieci Blythów mają wspólną cechę – praktycznie wszystkie są marzycielami, tak jak i dzieci pastora i Maria. Dzieci są jakby refleksą dziecięcych czasów Ani, choć mają zupełnie inne rozterki.
Dla mnie to już koniec przygody z Anią na jakiś czas, dopóki nie dochrapię się Rilli, co jest całkiem nieodległym planem, biorąc pod uwagę Targi Książki w Krakowie. Czy Rilla mi się spodoba – być może, bo jej akcja rozgrywa się w okresie pierwszej wojny światowej, choć nie jestem wielką fanką tej bohaterki, gdyż w moim odczuciu jest zbyt dumna i próżna. Jednak nie ocenię, póki nie przeczytam, a was wszystkich zachęcam do sięgnięcia po tą serię!