Zaginiona wiolonczelistka” jest to powieść obyczajowa Anny Bałenkowskiej.
Czy pewne decyzje mogą zmienić to, co było nam jeszcze niegdyś pisane? Czy ktoś, kogo widzimy po raz pierwszy w życiu, może wydać nam się szczególnie bliski?
Szeroka plaża Walencji, majestatyczny gmach wiedeńskiej opery, krakowskie Planty oświetlone jedynie nikłym światłem latarni… Przeszłość i teraźniejszość, jawa i sen, muzyka wypełniająca całe życie i miłość. Ta młodzieńcza, burzliwa i ktoś powiedziałby, że jeszcze niedojrzała. Ta, która zdarza się w życiu tylko raz. I ta trudna, uzależniająca i niebezpieczna. Maja odkrywa, że za jej wylotem do Walencji kryje się coś więcej niż tylko kurs językowy. Zostawia za sobą swoje dotychczasowe życie i przylatuje do miasta ze swoich snów. A kiedy odkrywa historię Blanki, która przed laty zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach, już wie, że jest za późno, by zawrócić.
Pióro autorki jest miłe i przyjemne w czytaniu. Jednak uważam, że język był jak dla mnie trochę zbyt „poważny” i niestety ciężko było mi przebrnąć przez książkę. Pierwszy raz odłożyłam książkę nie kończąc jej. Prawie nigdy tak nie robię ale w tym przypadku stwierdziłam, że nie ma się co męczyć.
Historia może i była ciekawa ale nie skradła mojego serca w pełni. Czasem się gubiłam, szczególnie przez daty w książce. Jest to coś, za czym nie przepadam. Zauważyłam, że kursywą były pisane wspomnienia, przez co mogłam chociaż w ten sposób trochę bardziej się zorientować co się dzieje. Podobało mi się, że akcja miała miejsce też w Krakowie. Czyli tak naprawdę tam gdzie mieszkam.
Książka była dla mnie w porządku ale nie skradła mojego serca aż tak bardzo. Może w przyszłości do niej wrócę i zmienię zdanie. Jednak uważam, że każdy powinien sam przeczytać książkę i zadecydować czy mu się podoba. Widziałam dużo świetnych recenzji, więc wiem, że też zyskała u czytelników pozytywny odbiór. Niestety w moim przypadku nie było tak kolorowo.
Myślę, że jeśli mamy tutaj fanów książek obyczajowych to powinna się spodobać. Mnie po prostu przerosła. A wiadomo, czasem takie książki, przez które nie możemy przebrnąć, napewno każdemu się zdarzają.
Dziękuję wydawnictwu Zwierciadło za egzemplarz do recenzji.
