Od kilku lat z prawdziwą przyjemnością sięgam po książki polskich debiutantek, a każda kolejna lektura utwierdza mnie w przekonaniu, że nasza rodzima fantastyka ma naprawdę wiele do zaoferowania.
Tym razem mój wybór padł na powieść „Dziedzictwo Feniksa” Agnieszki Mróz. Co mnie do niej przyciągnęło? Zdecydowanie opis, który obiecywał intrygujące połączenie urban fantasy, romantasy oraz literatury Young Adult – czyli gatunków, które uwielbiam! I muszę przyznać, że autorka nie zawiodła moich oczekiwań, dostarczając historię pełną akcji, magii i emocji.
Powieść opowiada historię Jillian, dwudziestokilkuletniej studentki dziennikarstwa, wielbicielki anime i dobrego jedzenia, która prowadzi pozornie zwyczajne życie u boku babci Gabrielle. Pozornie, bo obie usiłują ukryć mroczną tajemnicę: są ostatnimi dziedziczkami potężnego Rodu Feniksa, którego reszta została brutalnie wymordowana. Kiedy ich kryjówka zostaje odkryta, a Gabrielle ginie w bezlitosnym ataku, Jillian trafia pod opiekę tajemniczego Hyde’a – pół-wampira i jednocześnie Jegersa, pogromcy Skalanych.
Świat wykreowany przez Aleksandrę Mróz jest barwny i wyraźnie zarysowany. Autorka zgrabnie łączy nasz zwyczajny świat z sekretnym uniwersum Mitycznych, istot nadprzyrodzonych, których istnienie jest ukrywane przed ludźmi. Co więcej, w książce roi się od fascynujących opisów stworzeń – zarówno zmutowanych, jak i tych w swojej naturalnej formie – czerpiących inspiracje z mitologii japońskiej, słowiańskiej i nordyckiej. Podział na dobrych (Jegersów) i złych (Skalanych) dodaje fabule dynamiki, a pojawienie się przerażających chimer – na wpół ludzkich, na wpół zwierzęcych hybryd – skutecznie podnosi poziom adrenaliny. Czytelnik wraz z Jillian odkrywa tajemnice tych istot, zanurzając się w mroczne zakamarki świata, który wcale nie jest tak prosty jak mogłoby się wydawać przeciętnemu człowiekowi.