Polacy nie gęsi

Recenzja: Karolina Barbrich „Prosty sposób na bezpamięć”

„Prosty sposób na bezpamięć” Karoliny Barbrich pozostawił mnie w niejakim zawieszeniu, co nie zdarza się często. Rzadko kiedy jestem tak niezdecydowana co do tego, czy lubię daną powieść, czy nie. Postanowiłam się zatem zabrać za „Czarownicę Wszechwieku” z nadzieją, że drugi tom będzie swego rodzaju objawieniem i pomoże mi zdecydować, jaki jest właściwie mój stosunek do tej serii.

Aurora, Olivier, Ezra i Azel uciekają z Półksiężyca i próbują zdecydować, co powinni zrobić, by członkowie kowenu ich nie odnaleźli, jednocześnie starając się znaleźć sposób na to, by uwolnić Aurorę od niebezpiecznej i nieznanej jej magii.

Muszę przyznać, że choć już poprzednio bardzo podobał mi się warsztat autorki, to tutaj naprawdę byłam pod dużym wrażeniem. Karolina zręcznie operuje słowem i narzędziami, jakich dostarcza, kreując barwne opisy. Dodatkowo, choć dialogi nie pojawiają się zbyt często, to są nasycone znaczeniem, nie są tam po to, by po prostu być. Są błyskotliwe, może czasem poniekąd zbyt wyniosłe jak na młodzież w tym wieku. Trzeba jednak wziąć poprawkę na to, że bohaterowie, poza Olivierem, wychowywali się w innych warunkach i środowisku, mają zatem pełne prawo brzmieć inaczej, dojrzalej. Imponujący jest także system magiczny, mimo iż spotkałam się z podobnym sposobem tworzenia zaklęć (mówię tu o Azelu, wytwórcy) na przykład w „Babel” Rebecci F. Kuang, czy z onejromancją, samo wprowadzenie tej magii i jej eksploracja wraz z bohaterami było bardzo przyjemną częścią powieści.

Bohaterowie także są tu nieco bardziej spójni niż w pierwszym tomie, mimo iż dalej uważam Oliviera za NPC. Niby jesteśmy bliżej bohaterów, ale nie do końca dostajemy wgląd w ich uczucia, są bardziej jak ktoś na ekranie telewizora niż ktoś, z kim się związujemy. Ja bardzo lubię związywać się z bohaterami, a tutaj ponownie mi się to nie udało. Mam też nieprzyjemne wrażenie, że w wielu miejscach powieść jest po prostu przegadana, jest w niej sporo opisów, które nie są potrzebne, bądź dywagacji, które nie zawsze są w danym momencie ważne. Książka nie jest długa, ale bardzo mi się dłużyła i tak naprawdę musiałam czytać ją równolegle z innymi powieściami, żeby nie wpaść w zastój, bo po każdych kilku przerzuconych stronach byłam zwyczajnie znudzona.

Ruch nie oznacza akcji, a akcja ruchu, i tu doskonale to widać. Zabrakło mi tego w powieści, bo sam fakt przemieszczania się całej czwórki, a następnie piątki, nie oznacza, że czułam się w tą podróż zaangażowana. I tak jak przy pierwszym tomie doczytałam do końca, mimo wiszącego mi nad głową DNF, tak niestety „Czarownicy” nie dokończyłam, bo nie jestem w stanie dłużej zmuszać się do lektury. Jest mi z tego powodu przykro, bo naprawdę podziwiam pióro Karoliny i także Karolinę jako autorkę, ale zwyczajnie albo nie jest to historia dla mnie, albo teraz nie był dobry moment na czytanie jej.

Dziękuję wydawnictwu za egzemplarz do recenzji we współpracy z Polacy nie Gęsi, a Karolinie życzę dalszych sukcesów pisarskich i gratuluję ciekawego pióra!

Najnowsze wpisy

Znajdź nas na Facebooku

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *