Polacy nie gęsi

Recenzja: Bella Higgin „Belle Morte”

„Belle Morte” zaintrygowała mnie opisem, bo powieści o wampirach zaliczają w ostatnich miesiącach wielki comeback, co mnie cieszy. Z drugiej strony fakt, że została wydana przez wydawnictwo Zysk i S-ka, do którego mam zaufanie w kwestii jakości. Trochę się przeliczyłam.

Powieść opowiada historię Irene Mayfield, która wchodzi do świata celebryckich wampirów by zostać jedną z dawczyń. Nie robi tego po to, by zdobyć sławę, czy dlatego, że jest fanką wampirów. Chce tam wejść, bo jej siostra zrobiła to kilka miesięcy temu i kontakt z nią się urwał. Renie chce się dowiedzieć prawdy, ale sprawy komplikują się już na początku, szczególnie gdy w grę wchodzą uczucia do pięknego wampira, Edmunda Dantesa.

Już biorąc tą książkę do ręki wiedziałam, że jest to historia z Wattpada, co wcale nie przekreślało jej w moich oczach – znam całe mnóstwo świetnych książek, które również tam były, a potem znalazły się w papierze. Jednak już po przeczytaniu uznałam, że ta powieść zdecydowanie należy do tych, które mogłyby pozostać na Wattpad.

Mój stosunek do fabuły jest taki, jak fabuła – nijaki. Książka ani nie wzbudziła we mnie emocji, ani ekscytacji, nie wciągnęła ani nie odrzuciła. Niby nie nudziła, ale nie czułam się zaangażowana. Chciałam jako dobrą stronę tej książki podać przystępny język, jednak jest tak napakowana błędami stylistycznymi, powtórzeniami, literówkami, kalkami z języka angielskiego, że byłam w totalnym szoku, że w takim wydawnictwie jak Zysk i S-ka puszczono w świat książkę z tyloma błędami.

Renie jako bohaterka jest irytująca, mamy tu motyw zakazanych kochanków, ale oni zakochują się w sobie już na drugi czy trzeci dzień, a czwartego Renie już ledwie się potrafi pohamować, Edmund zresztą też. Absurdalnie szybki rozwój relacji w zestawieniu z jej głębokością był dla mnie dziwny, nawet groteskowy, ale takich atrakcji było więcej. Renie i Roux stały się najlepszymi przyjaciółkami już na drugi dzień, a tajemnicę swojej siostry, którą miała ukrywać, wypaplała na poczekaniu. Bohaterka podejmowała nierozważne decyzje, ale to można złożyć na karb emocji i wieku. Wszystko w tej książce dzieje się szybko, na gorąco i bez większej logiki, momentami zaprzeczając tezom stawianym rozdział czy dwa wcześniej.

W podziękowaniach autorka zaznaczyła, że uwielbia „Draculę”, ale próżno tu szukać nawiązań do klasyka. Za to jest cała tona motywów i scen wyjętych z wampirzych publikacji Anne Rice, a najbliższe są chyba „Królowa Potępionych” (zdecydowanie najwięcej nawiązań), „Wywiad z wampirem” i „Wampir Lestat”. Finalnie po zakończeniu książki poczułam się nieco zniesmaczona, a choć myślałam, że to minie, to nie mija, a wręcz narasta za każdym razem, gdy sobie przypomnę o tej książce. Była maksymalnie schematyczna, bez polotu, płytka i w dodatku z błędami. Szczerze się zawiodłam.

Najnowsze wpisy

Znajdź nas na Facebooku

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *