Uwielbiam wampiry.
Odkąd we wczesnych latach nastoletnich w moje ręce wpadły wysłużone wydania „Draculi” i „Wywiadu z wampirem”, a później namiętnie oglądałam „Underworld”, „Van Helsinga” i rozmaite anime z nieumarłymi, mój sentyment do tych niemal nieśmiertelnych istot – stanowiących połączenie bezmyślnych bestii i wysublimowanych arystokratów – nigdy nie zgasł. Innymi słowy: kiedy widzę premierę książki o wampirach, wiem już, że zasili ona mój domowy księgozbiór.
Powieść Darii Kwiecińskiej pt. „Akademia Holborn. Kły” miałam na swojej liście, odkąd tylko zobaczyłam pierwsze zapowiedzi. Wizualna strona książki – estetyczna, nawiązująca do wampiryzmu i dark academii okładka, a także atrakcyjne wyklejki – zachwyciły mnie już na wstępie. Żywiłam nadzieję, że środek wywoła u mnie równie pozytywne emocje.
O czym jest książka? Na samym początku poznajemy Sorę, wampirzycę o egzotycznym imieniu (tłumaczy później, że jej mama ma słabość do koreańskiej kultury; 소라 po koreańsku może oznaczać „muszlę konchową”), która jest zaskakująco empatyczna i ekscentryczna jak na standardy swojego klanu. Nie pije ludzkiej krwi, kocha zwierzęta, ma profil na Instagramie i choć mieszka w rodzinnym pałacu, nie opływa w luksusy.Sora skrywa pewien sekret… z wiekiem traci moc. Jak tak dalej pójdzie, stanie się śmiertelniczką, a na końcu umrze. Aby temu zapobiec, musi zrobić coś nietypowego – ugryźć innego wampira. W międzyczasie rodzina wyrzeka się młodej wampirzycy i wysyła ją do znajdującej się na odludziu Akademii Holborn. Tam bohaterka dowiaduje się, że większość rzeczy, które brała za pewnik, to kłamstwa i niedopowiedzenia.
W książce zaskoczyła mnie (pozytywnie!) liczba bohaterów – polubiłam niemal wszystkich, a nawet ci przedstawieni w złym świetle wnieśli wartość do fabuły. Prawie każdy ma unikatowe cechy, odmienny charakter i znaczący wpływ na Sorę. Jednak trzeba zaznaczyć, że mam słabość do pewnych siebie postaci, które stoją w kontrze do powszechnie przyjętych norm. Evander Malmqvist spełnił wszystkie kryteria, stając się moim ulubieńcem właściwie od pierwszej sceny.
Na plus należy też zaliczyć świat, w którym poruszają się bohaterowie Kwiecińskiej. Autorka przemyślała większość kluczowych kwestii i nie pozostawiła ich przypadkowi. Widać to zwłaszcza we fragmentach dotyczących poszczególnych fantastycznych ras – ich zwyczajów, zachowania, opisu (choć tego było stanowczo za mało; gdyby ktoś teraz zapytał mnie np. o kolor włosów bohaterów, umiałabym poprawnie wskazać na trzy – włosy Sory, Juliusa i Evandera; reszta postaci z wyglądu to dla mnie niestety same litery składające się na imiona) i co najważniejsze – wzajemnych relacji. Bo skoro Sora jest nowa w akademii, a narracja prowadzona jest z jej perspektywy, to wszystkiego dowiadujemy się wraz z nią.
Bardzo chciałam polubić „Akademię Holborn” – i finalnie mi się to udało, jednak zanim to nastąpiło, przeżyłam spore załamanie. Problem z lekturą rozpoczął się na samym początku. Pierwszych kilkadziesiąt stron to zalewanie czytelnika informacjami dotyczącymi sytuacji i pozycji Sory, powiązań między bohaterami, zwyczajami wampirów żyjących na belgijskim dworze. Trudno było przez to przebrnąć i gdyby nie fakt, że naprawdę ciekawiła mnie ta pozycja, prawdopodobnie porzuciłabym ją. Oczywiście, wprowadzenie do świata jest ważne, ale informacje należy dawkować, stopniowo odkrywać rąbka tajemnicy i tłumaczyć przy okazji toczącej się akcji. Nie można serwować czytelnikowi ciężkostrawnego dania w postaci nadmiaru suchych faktów. Jestem zaskoczona, że ten element nie został lepiej rozłożony jeszcze na etapie redakcji.
Na koniec uwaga o języku. Autorka postawiła na młodzieżową stylizację, która świetnie zagrała w dialogach, ale w narracji nie zawsze była najlepszym możliwym wyborem. Dodatkowo nierzadko zaskakiwał mnie także… nietypowy szyk zdania. Być może przez to, że jestem polonistką i redaktorką, ale zdarzały się momenty, gdy chciałam sięgnąć po ołówek i wprowadzić poprawki. Na szczęście, pomimo tych drobiazgów, całość czytało się lekko i przyjemnie.
Podsumowując: jeśli – tak jak ja – kochasz wampiry, dark academię, young adult i zwroty akcji, to „Akademia Holborn. Kły” jest książką dla Ciebie. A ja już nie mogę doczekać się kolejnego tomu!
Dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka za egzemplarz do recenzji.