„Sześć szkarłatnych żurawi” nie jest moim pierwszym spotkaniem z Elizabeth Lim. Mam za sobą już lekturę „Tkając Świt”, które było bardzo przyjemną i fascynującą przygodą, stąd u mnie silna potrzeba zapoznania się z nowością autorki. Szczerze powiem, że nie przepadam za retellingami klasycznych baśni czy powieści, jednak autorka zrobiła to po mistrzowsku!
Shiori jest najmłodsza z rodzeństwa. Skrupulatnie ukrywa przed światem swoją małą tajemnicę – jest obdarzona magią, zakazaną w królestwie. Kiedy w dniu oficjalnych zaręczyn Shiori ucieka goniąc papierowego żurawia jeszcze nie wie, że właśnie zmieniła na zawsze bieg swojego życia.
Shiori poznaje smoka, który uczy ją panować nad magią. Dziewczyna jednak będąc podejrzliwą o swoją macochę odkrywa tajemnicę, której nie powinna znać. Zostaje na nią nałożona klątwa, przez którą jej bracia zamieniają się w żurawie, a Shiori nie może mówić. Dziewczyna postanawia za wszelką cenę znaleźć sposób na złamanie klątwy.
Każdy kto kochał w dzieciństwie baśnie Andersena z pewnością od razu zauważył związek z „Dzikimi łabędziami”. Jednak Elizabeth Lim wzięła tą opowieść, wcisnęła nam do uniwersum, które kojarzymy z „Tkając Świt”, oprószyła orientalizmem, dodała więcej magii, więcej akcji i piękny wątek romantyczny. Nie zabrakło także tego, bez czego fani fantastyki byliby zawiedzeni – smoki!
Książka napisana jest przyjemnym językiem, a akcja powieści płynie szybko, choć nie czujemy, żeby coś nas omijało. Powieść wciągnęła mnie od razu, przeczytałam ją w jeden dzień i nie mogę doczekać się kontynuacji. Musze też przyznać, że zdarzyło mi się uronić łzy. Albo ja mięknę, albo otrzymana historia naprawdę jest piękna.
Zdecydowanie mogę polecić tę książkę młodzieży, ale też dorosłym. Nada się doskonale na pierwsze spotkanie młodego człowieka z fantastyką osadzoną w kulturze azjatyckiej i w ogóle z fantastyką. Z niecierpliwością czekam na drugi tom, gdyż jego pojawienie się jest chyba kwestią czasu.