Polacy nie gęsi

Recenzja: Isabel Allende „Kobiety mojej duszy”

Nakładem wydawnictwa Marginesy pojawiła się w Polsce książka Isabel Allende pt.
„Kobiety mojej duszy”. Króciutka pozycja jest zbiorem felietonów? przemyśleń?
wspomnień?, które łączy tematyka szeroko pojętej kobiecości. Autorka pozwala sobie tutaj
zarówno na wycieczki po swojej biografii, jak również odniesienia do własnych bohaterek
literackich oraz szersze komentarze społeczne.
Co to jest za kobieta, co to jest za książka! Może i maleńka objętościowo, ale nasycona
treścią, buntem, wigorem od pierwszego do ostatniego słowa. Isabel Allende sama mówi o
sobie, że nigdy nie pozwalała innym sobą rządzić, że od dziecka stawiała opór głównie
męskim głosom, mówiącym jej, jak ma żyć i postępować. I czytając tę książkę, śledząc losy
autorki – nie bez zdziwienia, czasem z dezaprobatą, czasem z podziwem – muszę przyznać,
że nie znam chyba osobiście ani jednej aż tak wojowniczej, buntowniczej, młodej i barwnej
postaci, jaką wydaje się być Isabel Allende. Niesamowicie mnie ta książka wciągnęła,
pociągnęła za sobą, porwała w feministyczny nurt. Od razu muszę też zaznaczyć: nie ze
wszystkimi opiniami autorki się zgadzam, nie wszystkie jej sądy uważam za trafne. Część z
nich oceniam jako zbyt skrajne, a pojęcie feminizmu nie stoi w mojej ocenie w kontrze do
męskości (a trochę jednak antymęska jest ta książka). I chociaż autorka rozpisuje się o tym, że
mężczyźni odgrywali ogromną rolę w jej życiu, a także opowiada, jak kolejne miłości
diametralnie wpływały na jej koleje losu, to z innych rozdziałów łatwo można
wywnioskować, że poza tym wini „męski gatunek” za prawie całe zło świata. Przypomina się
piosenka „Testosteron” i oskarżenie, jakie wyśpiewała Kayah dwadzieścia (!) lat temu.
Chwilę nie mogłam się otrząsnąć z wrażenia, jakie zrobiły na mnie same losy Isabel Allende.
Jej opowieść, momentami zabawna, momentami tragiczna i wzruszająca, łapie za serce.
Przywołam tu jedynie kilka zdarzeń, które ją dotknęły, takich jak zdrada i odejście do innego
mężczyzny (porzuciwszy męża i dzieci), śmierć córki, czy duchowa podróż w głąb siebie, by
odnaleźć spokój. Jest to tak zwana postać „bigger than life”, której losami można by
spokojnie obdzielić kilka żywotów. Isabel Allende to prawdziwa kobieta – petarda, która nie
daje się okolicznościom, nie daje się starości, nie daje się patriarchatowi i ustawia świat na
swój sposób, a dodatkowo pociąga za sobą inne kobiety, by tak jak ona, walczyły o siebie.
Oprócz tego, że jest pisarką pierwszej klasy, działa również charytatywnie. Niesamowita
kobieta – bardzo się cieszę, że mogłam zapoznać się z tą niepozorną książeczką!
Polecam ją wszystkim tym, którzy lubią wewnętrzną polemikę, nie mają problemu z
wyjściem z własnej strefy myślowego komfortu i lubią kij wsadzany w mrowisko. Trochę
taka jest właśnie ta książka, poza tym, że jest niegrzeczna,

Najnowsze wpisy

Znajdź nas na Facebooku

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *