Polacy nie gęsi

Recenzja: J.R.R. Tolkien „Listy”

Kolejna książka Tolkiena, a właściwie nie książka, ale listy napisane przez niego i zredagowane przez jego syna Christophera oraz Humphreya Carpentera i wydana przez Zysk, kolejny raz przypadła do przeczytania mnie. No cóż mogę powiedzieć – “zwinna jak jaszczurka i ostra jak przecinak”. Zacznijmy od okładki, która jest przepiękna, prosta, aczkolwiek doskonała. Na pierwszym planie widzimy stalówkę, która jest szczytem wieży, a na stalówce widnieje drzewo Gondoru. No czy można było zrobić to lepiej? Nie sądzę. 

    Muszę się jednak do czegoś przyznać, nie przeczytałam jeszcze tej książki, dlaczego? Do Tolkiena trzeba podejść poważnie, nie można jej przeczytać byle jak, trzeba sie skupić, przeanalizować niektóre rzeczy, zrozumieć. Czytaniu więc nie sprzyja praca, a także grypa – w końcu to okres gdzie wszyscy są chorzy. Jednak z tego co zdążyłam przeczytać wnioskuje, że chociaż Tolkien był geniuszem to za takiego się nie uważał, był skromnym człowiekiem, któremu dodatkowo brakowało pieniędzy. Wyobrażacie sobie gdyby żył w tych czasach? Zapewne byłby milionerem, ale wtedy borykał się z wieloma problemami. John przed wojną próbował wydać Hobbita w Niemczech, ale żądano od niego świadectwa bycia aryjczykiem. Czy to nie przesada trochę? Z listów dowiadujemy się też, że Władca Pierścieni jest pewnym rodzajem metafory II wojny światowej, właściwie czytając listy Tolkiena do syna ma się wrażenie, że ta opowieść żyje własnym życiem i chociaż autor zaplanował sobie inaczej, to Sam i Frodo kierują swoimi losami, a autor traktuje ich jakby byli prawdziwi. To jest niesamowite, kiedy się to czyta. Nawiasem mówiąc wiedzieliście, że istniała osoba, która nazywała się Sam Gamgee? Mało tego, ta osoba napisała do Tolkiena, a on mu odpisał i ten list też znajduję się w tej książce. Nie powiem jednak o czym korespondowali, jeśli chcecie sie dowiedzieć, sami musicie to sprawdzić. Powiem jednak, że to nie dlatego Sam został tak nazwany. W listach znajdziemy też pocztówki napisane w językach stworzonych przez Tolkiena, które z pewnością Monika próbowałaby rozszyfrować, ale ja nie będę się wygłupiać i udawać, że wiem jak. 

    Czy mam zamiar skończyć tę pozycję? Jak najbardziej, właściwie to wpadłam na pewien pomysł, chociaż nie wiem na ile jestem w stanie go zrealizować. W książce znajdują się 354 listy, a to oznacza, że jeśli czytałabym jeden list dziennie miałabym prawie rok z Tolkienem. Pomysł chyba dobry, zwłaszcza, że w ten sposób jestem w stanie wyłapać wszystkie smaczki, boje się tylko, że jak poczuję się lepiej oraz będę miała kilka dni wolnego to się nie pohamuję i przeczytam wszystko na raz. A wy jak myślicie jestem, w stanie podołać takiemu wyzwaniu?  

Najnowsze wpisy

Znajdź nas na Facebooku

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *