Ostatnio przeczytałam debiutancką książkę Julii M. Maj „O
pięciu osobach, które odwiedziły moją żonę po mojej
śmierci”. Dostałam ją dzięki uprzejmości Wydawnictwa
Relacja, za co serdecznie dziękuję! A jest za co, bo książka
jest naprawdę dobra. Mimo że mogłoby się wydawać, że
jest smutna, to często można się pośmiać, znajdziemy w
niej dużo ironii.
To historia o Witku, który po śmierci siedzi na swoim
ulubionym fotelu. Nie wiadomo, dlaczego jego dusza w
nim utknęła — biedak nie może nawet ruszać głową, żeby
zobaczyć coś więcej, widzi tylko jedną perspektywę. W
mojej opinii spotkał go gorszy los, niż gdyby miał trafić do
piekła. Bo ile można siedzieć i nic nie robić, tylko
słuchać… Jeżeli jest czego słuchać. Na szczęście
Witoldowi zdarzy się parę wizyt, które skłonią go do
autorefleksji. Do jego żony przychodzi kilka osób, które
poruszają tematy z życia Witka. Nie wszystkie rozmowy
będą miłe, ale będą znamienne i, moim zdaniem,
umoralniające.
Tak jak wskazuje tytuł, żonę Witka, Marię, odwiedza pięć
osób (choć to trochę nie do końca prawda). W ich domu
spotkamy księdza, rodziców Witka, prezesa, dawnego
kolegę ze studiów, pielęgniarkę ze szpitala oraz całe grono
znajomych. W każdym rozdziale mamy przedstawione
historie z konkretnymi gośćmi, które dają nam wgląd w
życie Witka. Pomaga nam to zrozumieć jego samego oraz
jego relacje z gośćmi i żoną.
Mimo że wiele wątków Was zaskoczy, to myślę, że nigdy w
życiu nie zgadniecie, dlaczego Witek siedzi na tym fotelu i
nie może odejść na drugą stronę. Nawet dla samego tego
rozwiązania warto przeczytać tę książkę, gwarantuję, że
będziecie w szoku! Oczywiście nie jest to jedyny ważny
powód. Książka jest o relacjach międzyludzkich, o
przemijaniu, ale też o prawdziwym życiu.
Uważam, że ta książka w jakimś stopniu pokazuje, jak
funkcjonują niektóre małżeństwa w Polsce (oczywiście są
to tylko moje osobiste obserwacje). Chodzi przede
wszystkim o to, że się w takim małżeństwie bywa, a nie
jest. Oprócz przywiązania czy zobowiązań nic nas z tą
drugą osobą nie łączy. Brak rozmów, zrozumienia… Trochę
jakby się mieszkało ze współlokatorem, za którym się nie
przepada. Smutne jest nie uczestniczyć w życiu osoby,
której obiecało się być “na dobre i na złe”, lecz tak niestety
bywa.
Uważam, że ta książka pokazuje realia życia, ale myślę, że
warto ją przeczytać, żeby sobie uzmysłowić, czy my sami
chcielibyśmy być w czymś takim, czy jednak oczekujemy
czegoś innego od życia i drugiej połówki. Mimo poruszenia
trudnych tematów książka jest naprawdę dobrze napisana
— czyta się ją super przyjemnie.
Ja tej książce mówię trzy razy TAK! Bardzo polecam!