Polacy nie gęsi

Recenzja: Shō Ishida „Zaleca się kota”

„Zaleca się kota”, autorstwa Shō Ishidy, to zbiór historii, które – jak zauważyłam – w
literaturze japońskiej zazwyczaj się przeplatają. Mają wspólnych bohaterów, których łączy
jakiś przypadek. Dzięki wydawnictwu Marginesy miałam okazję przeczytać tę cudowną
książkę, która – swoją drogą – jest pięknie wydana i cieszy oko podwójnie.
Znajdziemy w niej pięć rozdziałów – w każdym z nich zostaną nam przybliżone konkretne
historie i postaci, które bardzo krętą drogą pantoflową dostają namiary na poradnię,
mającą pomóc im wyjść z osobistych kryzysów. Klinika Kokoro znajduje się w zaułku
jednej z ulic w Kioto. Jednak żeby się do niej dostać, nikt nie wyśle wam pineski na
mapach internetowych, o nie, nie… dostaniecie wskazówki, które brzmią tak: trzeba iść
Fuyachō w górę, Rokkaku na zachód, Tomikōji w dół, Takoyakushi na wschód… i
znajdziemy się w Nakagyō-ku.

Nic wam to nie mówi? I to nie tylko dlatego, że prawdopodobnie nigdy nie byliście w
Japonii? Spokojnie – nie tylko wam. Bohaterowie również mają problem, żeby się tam
dostać – czasami nawet chodzą w kółko. Najważniejsze jednak jest to, że trzeba spełnić
jeden warunek, aby tam trafić: trzeba chcieć otworzyć drzwi prowadzące do kliniki. A
ponieważ są ogromne, toporne i stare, może wydawać się to nie lada wyzwaniem. Kiedy
już wejdziemy do środka, trafimy na niemiłą panią recepcjonistkę i doktora, który – mimo
że zawsze czeka na pacjentów – ma dla nich czas. I od którego zawsze usłyszymy:
– Zapiszę panu kota.
– Pani Chitose, proszę przynieść kota!

Szanowny pan doktor wypisuje receptę na mruczka – dostaje się do niego instrukcję
obsługi i okres stosowania. Czy to abstrakcyjne? Jest. Czy działa? Działa. O dziwo –
całkiem skutecznie. Kiedy już dostaje się zwierzę, wydawałoby się, że będzie z górki. Ale
nic bardziej mylnego – koty, które miały być rozwiązaniem problemów, potrafią
przysporzyć ich całkiem sporo.
Byłam sceptycznie nastawiona do koncepcji traktowania kota jako lekarstwa – czy
jakkolwiek inaczej można to nazwać – ale na szczęście znajdziemy tam dużo elementów
edukacyjnych. Jako odpowiedzialna kocia mama, najbardziej bałam się, że pojawią się
powielane mity i stereotypy o kotach. Jednak książka zdała egzamin – tak jak i koty, które
sprawiły, że niektórym zmiękła dusza, serce i rozum. Odzyskali nadzieję i przestali żyć
zmartwieniami.

To książka mega comfy – mimo że mamy już wiosnę, to nic, tylko zawinąć się w kocyk,
zrobić herbatkę i zabrać się za „Zaleca się kota”!
Bardzo polecam!

Najnowsze wpisy

Znajdź nas na Facebooku

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *