Polacy nie gęsi

Recenzja: J.R.R. Tolkien „Pan Błysk”

Dla tych, którzy regularnie czytają recenzje naszej ekipy nie jest zaskoczeniem, że znów pojawia się Tolkien – bo Tolkiena bierzemy w każdej wersji. A przynajmniej ja, wręcz obsesyjna fanka jego twórczości. 

„Pan Błysk” nie jest książką z uniwersum Śródziemia, nie jest częścią słynnej serii „Historia Śródziemia”, nie ma w niej hobbitów i elfów, ale magii odmówić jej nie można! 

Jak już wiemy po lekturze „Łazikantów”, mistrz swoim piórem nie tylko wyczarowywał fantastyczne uniwersum, ale też ciepłe i zabawne historie dla dzieci. I „Pan Błysk” to właśnie taka książka, która dla młodego czytelnika jest fajną i śmieszną przygodą, a dla dorosłego prawdziwą gratką. Podczas lektury, kąciki ust dorosłych same będą się unosić w nostalgicznym uśmiechu, wierzcie mi! 

Powieść jest pięknie wydana, co także stanowi kolejny punkt dla koneserów i kolekcjonerów dzieł mistrza. Zawsze zaskakuje mnie, jak Tolkien potrafił tworzyć skomplikowane i rozbudowane uniwersum, jednocześnie kreując tak przyjemne książki dla dzieci, przede wszystkim swoich. Bo „Pan Błysk” jest opowieścią o ekscentryku w cylindrze, który kupuje pierwszy samochód i choć mogłoby się wydawać, że będzie to opowieść nudna, to w żadnym razie taka nie jest! Jest nieprzewidywalna, miejscami absurdalna i nieco groteskowa, ale taka powinna być angażująca lektura dla dzieci! Zaskakująco bogata wyobraźnia Tolkiena już nikogo nie dziwi, a dzięki niej takie opowieści jak „Pan Błysk” mimo upływu lat są wciąż wspaniałą pozycją czytelniczą dla dzieci, trochę aktualne i trochę nie, wesołe i pozytywne, ale z morałem. 

Dziękuję wydawnictwu Zysk za kolejną książkę pióra mistrza i liczę, że nowe wydanie odświeży pamięć o tej historii i znajdzie ona szerokie grono nowych, młodych fanów. 

Najnowsze wpisy

Znajdź nas na Facebooku

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *