Ostatnio w moje ręce trafił ostatni tom serii „Anioł łez”, na który nie ukrywam, skrycie czekałam. Liczyłam na wielkie wow, zważywszy, że był to czwarty i zarazem jak już pisałam, ostatni tom. Niestety nie ukrywam, że trochę się zawiodłam. Relacja Daniela i Diany zaczęła się robić zbyt sztuczna, mało realna, a za bardzo przesłodzona. Natomiast zdecydowanie za mało było tutaj historii pozostałych przyjaciół czy samej Raven i jej rozterek.
Choć na początku mocno się wciągnęłam, to im bardziej zagłębiałam się w treść, czułam się rozczarowana. Szkoda, że autorka nie zagłębiła się mocniej w temat handlu żywym towarem w postaci ciężarnych kobiet i nie tylko, jak i działania mafii od środka. Te tematy według mnie zostały potraktowane mocno po macoszemu, chociaż były dość kluczowe dla całej historii.
Mamy tu w większości opis z pozoru klasycznej rodzinnej sielanki, tylko że główni bohaterowie są zamieszani w mafijne zagrywki, gdzie tej całej mafii jest tutaj zdecydowanie zbyt mało, a za dużo słodkich dialogów między głównymi bohaterami. Kto teraz tak do siebie się odzywa? Czasem miałam wrażenie jakbym wróciła do czasów gimnazjum. Chociaż nie ukrywam, że Diana przeszła chyba jakąś wewnętrzną metamorfozę i nauczyła się walczyć o siebie i nie tylko, oraz stawiać na swoim.
Chociaż książka finalnie kończy się happy endem i czyta się ją lekko dzięki prostemu słownictwu, to jednak zabrakło mi tutaj zwrotów akcji i tych kluczowych, dramatycznych scen, które po zakończeniu lektury na długo pozostają w pamięci. Przez co książka jako całość wypada dość słabo.