Polacy nie gęsi

Recenzja: Małgorzata Czyńska”Kobiety z obrazów. Polki”

Kiedyś, w dyskusji o feminizmie, pewien przemądrzały znajomy szowinista powiedział:
skoro kobiety mają tyle osiągnięć, to wymień trzy wysoko nagrodzone kobiety ze świata
nauki albo sztuki. Maria Skłodowska – Curie się nie liczy! Ponieważ byłam wtedy dużo
młodsza i niewiele wiedziałam o świecie, zadziwiło mnie, że faktycznie mam problem ze
znalezieniem takich postaci. Dzisiaj jestem starsza, wiem trochę więcej, kobiet z
osiągnięciami znam więcej, niemniej: wszystkim, którzy mogą stanąć w tamtej mojej pozycji,
polecam książkę, o której będzie dzisiaj mowa.
A jest to książka: „Kobiety z obrazów. Polki” autorstwa Małgorzaty Czyńskiej. Jeśli traficie
na swojej drodze – jak ja wtedy – na mizoginistę, który zechce Was edukować, jeżeli
zechcecie porozmawiać o feminizmie z córkami, uczennicami, synami, uczniami, jeżeli
chcecie poznać ciekawe historie inspirujących kobiet – sięgnijcie po tę właśnie książkę. Nie
dość, że opowiada naprawdę niebywałe, zwariowane czasem historie kobiet: artystek,
przedsiębiorczyń, muz, matek, żon, córek, to jeszcze tłumaczy w bardzo jasny sposób (wręcz
jak krowie na miedzy!) dlaczego feminizm jest nam potrzebny. A potrzebujemy go po to, by
już żadna utalentowana, pracowita, dzielna kobieta nie musiała „Być tak dobra jak
mężczyzna” – to jeden z tytułów rozdziałów z książki Czyńskiej – skoro potrafi być nawet o
wiele lepsza.
Książka opowiada w kilku rozdziałach historie kobiet, które możemy zobaczyć na obrazach.
Poznamy tu losy m.in. Heleny Rubinstein, sióstr Pareńskich (muz Wyspiańskiego), Olgi
Boznańskiej czy Heleny Modrzejewskiej. Te kobiety – posągi, nierzadko znane nam właśnie
tylko z portretów, zyskują tutaj oblicza matek, żon, kochanek, przyjaciółek. Czyńska
opowiada o przedsiębiorczyniach, zaradnych babkach, utalentowanych malarkach,
samotnicach, kochliwych pięknościach, tym samym oddając im coś więcej, niż oddaje portret:
nie tylko wizerunek, ale też duszę. Dowiadujemy się więc, jak trudno, dużo trudniej niż
mężczyznom, było tym paniom zabłysnąć na jakimkolwiek polu. Jak bardzo miały pod górę,
chcąc znaczyć w świecie cokolwiek więcej, niż im przeznaczono. Przyznaję się bez bicia, że
niewiele wiedziałam o prywatnych sprawach Heleny Modrzejewskiej albo żywocie Olgi
Boznańskiej. Jako mieszkanka Krakowa, z przyjemnością i niemal wypiekami na twarzy
czytałam o czarujących, smutnych losach sióstr Pareńskich, ze Stanisławem Wyspiańskim,
Boyem Żeleńskim i Witkacym w tle. Byłam pełna podziwu dla zaradności i klasy Heleny
Rubintein, trzęsącej branżą kosmetyczną (a jak jesteśmy przy kosmetykach: czy wiecie, że już
w czasach Modrzejewskiej firmy kosmetyczne rozsyłały swoje produkty ówczesnym
„influenserkom”, by te w zamian je reklamowały? Współpraca barterowa to nie wynalazek
Instagrama!)
Przyznam, że jedyną wadą tej książki są zbyt krótkie rozdziały. Niejednokrotnie rozdział
opowiadający (niechronologicznie) historię którejś kobiety uzupełniałam o szybki research w
Internecie. Poza tym jednak nie mam żadnych zarzutów. Czyta się szybko i wdzięcznie.
Człowiek nie czuje, kiedy zdobywa nową wiedzę – a więc fajny, popularnonaukowy cel
osiągnięty.
Polecam serdecznie jako prezent dla siebie lub kogoś. Kobietom nigdy nie było łatwo – może
dlatego tak trudno nam dzisiaj wymieniać z nazwiska te najbardziej zasłużone.

Najnowsze wpisy

Znajdź nas na Facebooku

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *