Polacy nie gęsi

Recenzja: „Narodziny bohatera” Jin Young

Ostatnimi czasy przypadły mi do gustu powieści z gatunku fantasy, których akcja ma miejsce lub nawiązuje do państwa chińskiego. Kraju, w którym komasuje się ponad 50 różnych kultur. Nic więc dziwnego, że mając okazję przeczytać książkę okrzykniętą chińskim Władcą Pierścieni bardzo się podekscytowałam. Mowa tu o ‘Narodzinach bohatera’ autorstwa Jin Younga, które dzięki współpracy Stowarzyszenia Polacy nie gęsi oraz wydawnictwa ‘Zysk i s-ka’ miałam okazję przeczytać. 

Na samym początku poznajemy historię dwóch braci z rodu Guo i  Yang, są oni potomkami bohaterów narodu, którzy bronili imperium Songów przed atakami imperium rodu Jinów. W trakcie jednego z wieczorów podczas kolacji okazuje się, że nie tylko żona Guo jest w ciąży, ale również małżonka Yanga spodziewa się potomka. Jest to też wieczór, kiedy to obie rodziny poznają pewnego taoiste, który w pojedynkę pokonuje klan wojowników. Obaj mężczyźni będąc pod wrażeniem jego umiejętności zapraszają go do siebie, goszczą jedzeniem i napitkiem, a następnie proszą go by nadał imiona ich jeszcze nienarodzonym dzieciom. Mnich oczywiście wybiera imiona, a także przekazuje im dwa bliźniacze sztylety dla przyszłego potomstwa. Obiecuje ich chronić, a w przyszłości nauczyć jak walczyć. Niestety rodziny zostają zaatakowane, a kobiety rozdzielone od swych mężów, którzy zostają uznani za zmarłych, jak i od siebie nawzajem. 

Taoista rozpoczyna poszukiwanie brzemiennych wdów, w trakcie poszukiwania poznaje grupę wojowników wulin zwanych Siedmiorgiem Bohaterów z Południa. Mnich pokonuje ich w walce, a kiedy Ci żądają rewanżu w przyszłości ten opowiada im historię dwóch kobiet noszących w sobie potomków patriotycznych rodów i namawia ich na zupełnie inne rozwiązanie. Wspólnie uznają, że lepszym sposobem na ponowne porównanie ich umiejętności byłaby walka dwojga dzieci. Gdy już się narodzą każde dziecko zostanie przyuczone różnych dróg wulin. Dziecko Yang ma być nauczane przez Taoistę, a dziecko Guo przez grupę Bohaterów z Południa. W ten o to sposób taoista skutecznie zwerbował jednych z najbardziej znanych wojowników wulin, aby pomogli mu chronić dzieci, niezależnie od tego, czy o tym wiedzieli, czy nie.

Większość książki to historia syna rodu Guo, który zostaje odnaleziony przez siedmioro wojowników na terenach należących do Mongołów, a chłopiec zostaje najlepszym przyjacielem syna wodza Mongołów samego Czyngis chana. Siedmiu wojowników rozpoczyna szkolenie Jinga by ten mógł zmierzyć się w przyszłości z synem rodu Yang w Gospodzie Pijanego Nieśmiertelnego. 

Cała powieść oparta i naszpikowana jest ogromem historii, co mnie bardzo przypadło do gustu. Począwszy od historii Dynastii Song, która utraciła panowanie nad Północną częścią imperium chińskiego na rzecz dżurdżeńskiej dynastii Jin, aż po najazdy Czyngis-Chana czyli jednego z bardziej znanych mongolskich władców, który w trakcie swoich podbojów pokonał i zaanektował tereny należące do dżurdżerów.

Jeśli jednak mam być szczera to książka ta rozpoczyna się bardzo mozolnie i każdemu, kto próbował i nie wyszedł ponad 100 do 150 stron polecam to zrobić bo na prawdę warto. Ja sama podchodziłam do pierwszych rozdziałów trzykrotnie. Cały tom przepełniony jest pięknymi opisami, choć bywają momenty, że te dotyczące walk, technik i ruchów są trudne do wyobrażenia. Ciekawe przypisy dotyczące historii również wiele nam wyjaśniają. Jedynym minusem dla tłumaczenia byłoby to, że imiona postaci, a także część określeń pozostawione są w języku chińskim, a część jest przetłumaczone na Krowią Wioskę czy wieś Czerwona Śliwa. Mnie akurat kłuło to w oczy dość mocno. 

Na sam koniec dodam, że autor Jin Yong a właściwie Louis Cha, to zmarły w 2018 roku redaktor, autor i eseista, który całą trylogię Legend of Condor wydał po raz pierwszy w latach 57-61. Książki były wielokrotnie tłumaczone, a także doczekały się ekranizacji zarówno filmowych jak i serialowych, do których jeżeli jesteście ciekawi również zapraszam. A co do książki to miłośnikom gatunku powinna się spodobać, tylko tak jak wspominałam wcześniej dajcie jej trochę czasu, a pozytywnie was zaskoczy. 

Najnowsze wpisy

Znajdź nas na Facebooku

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *