Jako że jestem wielbicielką romansów historycznych i twórczości Julii Quinn byłam niemal pewna, że debiut Sophie Irwin przypadnie mi do gustu.
Nie myliłam się, a najciekawsze jest to, że książkę przeczytałam w raptem niespełna 24h. Zważywszy, że książka ma ponad 300 stron to całkiem nieźle.
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to przecudna okładka, która może nie jest bogata w dużą liczbę elementów, to i tak oddaje klimat tej powieści. Zdecydowanie obejrzałabym ją w twardym, satynowym wydaniu.
Główna bohaterka po śmierci obojga rodziców zostaje z toną długów ojca jest świadoma, że tylko zamożny małżonek uchroni ją i siostry od nędzy. Gdy narzeczony ją porzuca decyduje się wyjechać na sezon do Londynu i tam wśród śmietanki towarzyskiej zapolować na bogatego dżentelmena. Nie spodziewa się, że na jej drodze stanie sam lord Ladcliffe, który szybko rozgryzie zamiary dziewczyny.
Cała historia została zbudowana w bardzo ciekawy sposób począwszy od budowania wizerunku postaci, przez barwne dialogi, na całej konstrukcji fabuły kończąc. Książkę czyta się niesłychanie szybko, a postanowienie o przeczytaniu tylko jednego rozdziału i koniec, nijak ma się w tym przypadku. Gdy kończy się jeden ma się ochotę czytać dalej i dalej,aż w końcu czytamy epilog.
Jeśli jesteś wielbicielem twórczości Julii Quinn i romansów historycznych to ta historia zdecydowanie jest dla ciebie.
Minusy? Jest chyba tylko jeden, a mianowicie to, że historia bardzo szybko się kończy. Mam jednak nadzieję, że w niedalekiej przyszłości będę miała okazję poznać inne powieści spod pióra autorki.
