Córka oligarchy” to książka spod pióra Katarzyny Mak. Już dawno słyszałam o autorce ale nie miałam okazji wcześniej sięgnąć po jej książki.
„Sonia to córka rosyjskiego oligarchy, przyzwyczajona do życia w luksusie. Jej ojciec jest człowiekiem zimnym i pozbawionym skrupułów, który umiejętności córki wykorzystuje dla własnych korzyści.
Leo to mściciel. Pochodzi z Włoch, służył w Legii Cudzoziemskiej. Po tym, jak jego żona umarła w okrutny sposób, poprzysiągł zemstę. Spisek, który opracowuje latami, doprowadza go do samego wroga. Leo staje się jednym z jego zaufanych ludzi – zatrudnia się w ochronie Vasiljewa. Los mu sprzyja: pewnego dnia mężczyźnie zostaje zlecone zastępstwo, na jedną noc staje się ochroniarzem córki znienawidzonego oligarchy. Nie waha się ani chwili. Korzystając z nadarzających się po sobie okazji, uprowadza Sonię. Teraz dzieli go zaledwie krok od upragnionej zemsty. Niestety Leo nie przewidział jednego: że zakocha się w swoim wrogu, który jest ofiarą własnego ojca.”
Książka ma bardzo szybkie tempo. Przez pierwszą część fabuły lekko mnie to zniesmaczyło, bo lubię, jak wszystko dzieje się w swoim tempie. Jednak wiem, że wątek porwania i ucieczki musiały być ukazane w ten sposób.
Bohaterowie przypadli mi do gustu. Mam wrażenie, że stykamy się z tematyką hate-love, co faktycznie ma miejsce. Z początku Sonia żywiąca nienawiść do swojego ochroniarza, z czasem zmienia do niego nastawienie. Nieraz w trakcie czytania uśmiechnęłam się w niektórych ich dialogach.
Leo żywi urazę do ojca Soni, kieruje nim chęć zemsty, ale po poznaniu lepiej kobiety jego nienawiść zmienia się w sympatię. Musze przyznać, że niektóre sceny podobały mi się za samą kreatywność.
Końcówka rozwaliła mnie emocjonalnie. Nie znajdziemy w książce szczęśliwego zakończenia wiec radzę przygotować chusteczki. Ostatnia strona jednak dała mi do myślenia, że to chyba nie jest koniec tej historii…?