„Muzyka nocy” to jedna z pierwszych powieści Jojo Moyes, która wreszcie została wydana w Polsce. To książka, wobec której mam mieszane odczucia. Z jednej strony jest to lekka, prosta opowieść. Doskonała na długie, zimowe wieczory. Natomiast z drugiej strony, akcja powieści bardzo wolno się rozkręca, przez co niecierpliwy czytelnik może dość szybko się zniechęcić.
Jednak zacznijmy od początku…
„Muzyka nocy” to opowieść o Isabel – uzdolnionej skrzypaczce, ale również kobiecie, która straciła męża w wypadku samochodowym i po jego śmierci zostaje sama z dwójką dzieci i z wieloma problemami. Pierwszym problemem są gigantyczne długi, które po sobie zostawił jej mąż – Laurent. Wcześniej takie sprawy jak finanse, dom nie należały do niej. Zajmował się nimi jej zmarły małżonek, Isabel nie zaprzątała sobie tym głowy. Skupiała się przede wszystkim na swojej karierze i pracy w orkiestrze. Dla niej ta nowa sytuacja była niezwykle trudna. Nie miała czasu na przeżywanie żałoby, pomimo iż czuła w sobie niewyobrażalny ból związany ze swoją stratą. Kiedy już myśli, że gorzej być nie może, niespodziewanie dociera do niej wiadomość, że otrzymała w spadku dom. Isabel – sądząc, że jest to w pewien sposób znak dla niej i jej rodziny, aby wszystko zacząć od nowa, postanawia przeprowadzić się do otrzymanej posiadłości.
Napisałam posiadłości? Upss… Małe niedopowiedzenie ☺ Ale nie będę tego wątku ciągnąć dalej, musicie przekonać się sami, sięgając po „Muzykę nocy”.
Przeprowadzka w życiu Isabel i jej dzieci zmienia kompletnie wszystko. Poznają nowe osoby, zupełnie inne zwyczaje lokalnej społeczności, ale także zmienia się ich rytm życia. Wiadomo, że początki są trudne, ale to z czym musiała zmierzyć się rodzina Isabel było wręcz ekstremalne. Jednak po szczegóły odsyłam do książki.
To, co szczególnie ujęło mnie w tej książce, to jej prostota. Przedstawiona historia nie jest skomplikowana. Tutaj nie ma przypadkowych bohaterów – każdy jest po coś i dużo wnosi do rozgrywających się wydarzeń. Nie ma zbędnych dialogów. W trakcie czytania miałam wręcz wrażenie, że są bardzo przemyślane. Jest to doskonała opcja na długie, zimowe wieczory.
Jednak, z drugiej strony ta prostota wpływa na odbiór książki. Przedstawiona historia nie wciąga czytelnika od razu, nie ma tutaj częstych zwrotów akcji, więc początkowo trudno jest „wgryźć” się w całą historię, przez co trochę byłam rozczarowana w trakcie czytania, momentami wręcz zniecierpliwiona. Wyczekiwałam, kiedy wreszcie zacznie się coś dziać. Dopiero tak od połowy książki wciągnęłam się na tyle, że nie byłam w stanie oderwać się od czytania.
Podsumowując, książka jest warta polecenia, ale musicie mieć na uwadze to, że jest to książka wymagająca odrobiny cierpliwości, ale naprawdę warto doczytać do końca.