Nie będę ukrywał, że książka przyciągnęła mnie nie tylko okładką, ale i samym tytułem „Klubowe dziewczyny” i z początku miałem pozytywne nastawienie do niej. Z czasem jednak zagłębiając się w nią czułem niesmak.
Faktem jest, że tytuł dosłownie opowiada historię 3 dziewczyn, czyli Marty, Janki i Wery. Wszystko łączy jeden warszawski klub na Mazowieckiej, do którego przyszły i gdzie chcą się zabawić zapominając o codzienności. Towarzyszy im morze alkoholu wraz z przystojnymi mężczyznami. Co nimi kierowało, że zdecydowały się upić smutki… choroba, zdrada, a może odrzucenie?
Wiem jedno, że każda z nich spotka na swej drodze kogoś innego niż dotychczas, przez którego zauważy coś czego nie widziała. Może nie zawsze jedna znajomość powinna przekreślić pozostałe osoby, które się spotyka? No właśnie. Lecz kolejnym pytaniem jakie sobie teraz postawiłem to czy będą umiały przyznać się do swojego błędu? To może być kłopotliwe, bo kobieta zmienną jest.
Jako, że okładka to nieodzowna część książki musimy o niej trochę powiedzieć. Patrząc na nią możemy sobie wyobrazić jedynie historie dziewczyn rodem z GTA San Andreas niż polską rzeczywistość, co trochę kłóci się z fabułą. Sama kolorystyka, tu jest trudniej, bo nie wiem dlaczego zostały tu użyte akurat takie kolory wiedząc, że kluby to raczej ciemne kolory z dodatkiem świateł czy neonów… Zaskakujące połączenie, które nie do końca wiem jak zlepić.
Podsumowując ten krótki zbiór opowiadań całkowicie minąłem się z moimi oczekiwaniami i jako książka na wieczór jest spoko, ale nic poza tym. Mimo, iż są tam ciekawe dialogi to dwie z trzech historii są po prostu krótkie. Książka ma w sobie nutkę zazdrości czy intrygi, ale jest to krótka obyczajówka, którą gdybym miał wybrać wolałbym przeczytać w formie ebook-a.