„Weronika”, najnowsza książka od Anny Tywonek jako książka obyczajowa tak naprawdę nie mówi nam za wiele poza tytułem, który u niektórych budzi sporo kontrowersji. Ale, że jak to? Imię jako tytuł?!Po prostu. Historie opisane w książce zazwyczaj są opisane tak, jakbyśmy faktycznie tam byli z bohaterami i poniekąd tak jest. Sama książka z definicji opowiada o losach zwykłych ludzi, ich wzlotach i upadkach. Może zawierać – jak to w życiu, nutkę romansu co może prowadzić do konfliktów czy sprzeczek, książce bardzo realistycznych cech. Ale od początku.
Opowiada ona wydarzenia z perspektywy niepozornej dziewczyny, która tworzy aplikację i wszystko jest normalne dopóki nie dowiadujemy się, że ta z pozoru niewinna osoba ma problem z alkoholem. Co piątek, a później także i w tygodniu, wychodzi do klubu zabawić się, co powoduje przyjścia do pracy na kacu nie tylko moralnym. Nie było w tym nic dziwnego, gdy by nie fakt, że czuje się ona samotna… mimo iż ma rodzinę czy przyjaciół. Możemy także dowiedzieć się, że jest świeżo po rozstaniu i nie wpływa to dobrze na jej relacje z innymi. W trakcie czytania przeżywamy szczęście w nieszczęściu jej koleżanki, ale nie mogę wam tego spojlerować, bo to jest traumatyczna historia. W pewnym momencie bohaterka spotyka, całkiem przypadkowo, dawnego znajomego z dzieciństwa, czyli Mikołaja, który wywiera mega pozytywny wpływ na naszą bohaterkę i wpłynął on na ostateczną rozgrywkę Weroniki z jej podświadomością.
Dręczyło mnie od początku mnóstwo pytań, które dochodziły wraz z wraz z kolejnymi stronami… Czy to książka o alkoholiczce? Tak to wyglądało na początku, ale potem uświadomiłem sobie, że musi mieć to głębsze podłoże. Kolejne pytania jakie sobie stawiałem, czyli czy Weronika wyjdzie z nałogu i jak wpłynie na nią spotkanie swojej starej sympatii, którą był Mikołaj? Lecz prawda jaką potem poznałem wstrząsnęła mną dość mocno.
Odchodząc od fabuły książka wygląda ciekawie i zachęcająco. Połączenie kolorów szarości i zieleni dobrze współgra ze sobą, co jeszcze bardziej nadaje jej charakteru. Plusem jest tu dodanie skrzydełek ale na tym koniec. Brakło mi tu wykończenia środka książki co sprawiło iż jest ona trochę „naga” po otworzeniu. Fajnie jakby na początku został zastosowany trigger warning, a na końcu została dodana playlista, co wzbogaciłoby tą książkę, ale mimo to i tak jest ona stworzona prosto i ze smakiem.
Najważniejsze pytanie, na które zawsze każdy czeka… polecasz czy nie polecasz i dla kogo. To jest proste i skomplikowane jednocześnie. Każdą książkę polecam mimo iż w fabule miejscami występowała jednostajna akcja – być może tak miało być. To może nie wszystkim dać zielone światło. Książka porusza trudny temat i to nie jeden, także lepiej uważać. Czy warto? Jasne, że warto, bo mimo iż twierdzimy, że nie mamy nikogo koło siebie i jesteśmy samotni, to najczęściej mamy bliskich, którym na nas zależy, tylko nie zdajemy sobie z tego sprawy.