„Leave Me Behind” autorstwa K.M. Moronovej to, moim zdaniem, jeden z gorzej zrealizowanych dark romansów, jakie miałam okazję przeczytać.
Już od pierwszych stron w książce panuje chaos i trudno zrozumieć, co właściwie chciała przekazać autorka. Z jednej strony mamy przeciętnie napisane enemies to lovers, na poziomie gorszym niż typowe opowiadanie z Wattpada, a z drugiej, nieudolnie poprowadzony wątek militarny. Od razu zapewniam, nie oczekiwałam „Czterech pancernych i psa”, ale poziom i tak nie był powalający.
Całość sprawia wrażenie jakby autorka nie miała na tę historię konkretnego pomysłu, a jedynie postanowiła połączyć kilka popularnych motywów licząc, że reszta „jakoś się ułoży” i powstanie nowa, popularna książka bazująca na sprawdzonych schematach, co pewnie częściowo się udało.
Niestety, postacie są płaskie, pozbawione wyrazu i niekonsekwentne, a ich spójność charakterologiczna pozostawia wiele do życzenia. Zwłaszcza główna bohaterka, która jednocześnie ma być chyba najsilniejszym i najsłabszym stworzeniem na Ziemi. Pomijając fakt, że jest niezwykle irytująca (co oczywiście jest subiektywną opinią, ale skoro ją czytacie, to chyba was interesuje), to dodatkowo nie ma w sobie ani grama oryginalności. Na jej miejsce można by bez problemu podstawić dowolną kobiecą postać i nic by to nie zmieniło, jej nijakość jest porażająca.
Jako czytelniczka i recenzentka oczekuję od tak, bądźmy szczerzy, niewymagającej książki, jedynie tego, aby mnie zainteresowała i wciągnęła oraz zapewniła rozrywkę. Niestety, tak się nie stało. Uważam, że na rynku jest wiele ciekawszych pozycji i chociaż uwielbiam dark romanse, to nie jest to pozycja do przeczytania której mogłabym was zachęcić z czystym sumieniem, ale jak zawsze decyzja należy do was.